Balonik
,, Pociągi w Indiach są zawsze przepełnione.
Pewnego dnia pasażerowi, jadącemu z powodu tłoku na dachu wagonu , spadł na ziemię sandał. Człowiek ten - nie zwlekając -zdjął drugi sandał i rzucił go wzdłuż kolejowego toru.Jego sąsiada, siedzącego z nim razem na dachu wagonu, bardzo to zdziwiło.
A podróżny tak mu to wyjaśnił:
-Nic mi po jednym sandale. A jeżeli ktoś znajdzie sandał, który mi spadł, też
nie będzie miał z niego żadnego pożytku. To już lepiej znależć parę! ”
[Bajki Filozoficzne - Michel Piquemal]
Ogród botaniczny. Rodzinny spacer : mama , Marcelino, Grzesio i ja.
Babcia postanawia dać uśmiech wnukowi i kupuje mu największy z balonów. 20 zł. Sprzedawczyni mówi, że pożyje on ponad tydzień. Bierzemy.

Balona prowadzimy na plac zabaw a potem chce, czy -nie chce -ogląda z nami bujną ; egzotyczną i rodzimą roślinność ogrodu botanicznego: bzy, róże, pnącza, magnolie, krokusy. Zauroczeni też widokiem czarownej madragory opowiadamy mu o mocy tej rośliny a zwłaszcza jej paranormalnym korzeniu o humanoidlanych kształtach.
Bajdy głosimy, że ten korzeń przypominający ludzką postać podobno kiwał głową, gdy zadało mu się pytanie i odpowiedź na nie była twierdząca. Balonik JEST z nami. Towarzyszy nam wdzięcznie godzin kilka i daje memu synkowi tyle powodu do śmiechu - ile jest tylko możliwe.
Nagle, kiedy wracamy już ze spaceru jakaś przeszkoda drogowa dramatycznie przerywa nam więź z balonem i frunie on w niebiosa… Grzesio podskakuje wysoko niczym gumiś - prawie już, prawie - lecz nie udaje mu się go pochwycić.
Czuję przez chwilę żar straty, gdyż naprawdę balono-samolot zdążyłam już polubić… Poza tym wyobrażałam sobie -jak w domu będzie on Marcelka wznosił po sam sufit i jak będą razem figle uprawiać… i psoty.
Jacyś ludzie zaczynają nas pocieszać: ,,Nie ma się co martwić. Wiele zachwytu dała nam możliwość przyglądania się, jak Wasz balon znika w przestworzach”. Kiedy ochłonęłam - zrozumiałam sercem, iż właściwie to dobrze… Poznał on wolność. Poleciał jak bym sama chętnie w niestłumieniu poleciała, zaszalała nienagannie. Szczerze - z Ptakiem Modlitwy, Mocą Nieskończoności. Naprzód niesłychanie… Dobrze też, bardzo dobrze, że nie widzieliśmy jak schodzi z niego powietrze, jak umiera…
Inna historia. Synek wyrzucił drogą zabaweczkę fisher-price z balkonu. Zanim zdązyłam po nią zejść - ktoś ją sobie zwyczajnie przygarnął. Cóż- pewnie jakieś inne dziecko w zdumieniu się nią teraz bawi, poznaje, odkrywa…

Miałam też kiedyś mąłą, złocistą torebeczkę z wizerunkiem Buddy.
Łapczywie mi się ona podobała. Uważałam, żeby jej nie zgubić a razu pewnego pomyślałam nawet, że jest ona taka ładna, że lepiej jak nikomu jej nigdy nie dam.Właśnie wtedy coś się we mnie oswobodziło, oświeciło, że dlaczego niby tak kurczowo mam się trzymać rzeczy. Oddałam ją z radością i ulgą - metafizycznej Magduszce do której mi owa torebeczka pasowała idealnie. Warto ofiarowywać , pożyczać nie oczekując zwrotu oraz w wolności święcić : rzeczy, drzewa, ludzi.
Znikamy i pojawiamy się. Przemo na przykład gdzieś jest: natchniony i rozogniony.
Mogę go już nigdy nie spotkać fizycznie chociaż jest dla mnie bardzo ważny. Podobnie z innymi… Wielkimi Bliskimi.
Bywa i tak : pojawia się Ktoś , ale : ,, wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebiem(…) Jest czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania…”.
Kiedyś tańczyło na dachach świata - teraz trudno nam z nim o połączenie.
Nie warto przywiązywać się zanadto do materii oraz do chwili.
Szanować ją, kochać owszem i kochać też Dusze Bliskie, lecz przy tym nie uzależniać się jest najsłuszniej.
Wszystko jest w nas. Nawet tamten las.





















MARC CHAGALL



