Julkowo

“Rozwinęłam się. Na początku, budząc się w obcych miejscach, myślałam, ze jestem w domu. Dopiero po chwili rozpoznawałam nieznane szczegóły, odsłonięte teraz przez światło dnia. Ciężkie hotelowe zasłony, bryła telewizora, moja rozbebeszona walizka białe, schludnie złożone ręczniki. Nowe miejsce ukazywało się zza firanek, zakwefione, tajemnicze, najczęściej białokremowe lub żółte od ulicznych latarni.

Potem jednak weszłam w fazę, którą psychologowie podróżni nazywają „Nie wiem gdzie jestem”. Budziłam się zupełnie zdezorientowana. Usiłowałam – jak alkoholik w ciągu – przypomnieć sobie, co robiłam poprzedniego wieczoru, gdzie byłam, dokąd wiodły mnie drogi, odtwarzałam szczegół po szczególe, aby odczytać teraz i tutaj. A im dłużej trwała ta specjalna procedura, tym większa pojawiała się panika, nieprzyjemny stan, podobny do choroby błędnika, utraty podstawowej równowagi, zbierający na mdłości. Gdzie ja do cholery jestem. Lecz detale świata są litościwe i w końcu naprowadzały mnie na właściwy trop. Jestem w M. Jestem w B. To jest hotel, a to mieszkanie mojej przyjaciółki, pokój gościnny rodziny N. Kanapa u znajomych.

Takie przebudzenie było jak podstemplowanie biletu na dalszą drogę.

Następny jest jednak etap trzeci, jak mówi psychologia podróżna, wieńczący, kluczowy etap, który stanowi ostateczny cel; dokądkolwiek byśmy podróżowali, podróżujemy zawsze w jego kierunku. ”Nieważne gdzie jestem”, wszystko jedno, gdzie jestem. Jestem.”

[Olga Tokarczuk]

***

Stylistyka pożyczona od Julki z jej wiśniowego bloga, zaś inspiracja wykluła się w klimatycznie zbliżonych do naszego pisadła „Biegunach” Olgi Tokarczuk

Komentarze (2) »

i

Marcel poznaje literki. Najbardziej samogłoski, a szczególnie ‘i’ . Ma bystry wzrok, wypatrzy je wszędzie. Zwłaszcza w wersji mniejszej, na trop trafia dzięki kropce. Czasem pomyli ją z ‘j’ , ale wyrabia się i czuje różnicę. Ostatnio zmylił go wykrzyknik – ‘!’ Pewno wziął go za odwrócone ‘i’ , błąd w druku albo zaszyfrowaną treść. Kto wie…

U źródła zaciągnąć informacji jest trudno. Celek nie mówi prawie. Zastanawiamy się, czy to możliwe, bo nauczył się czytać szybciej niż mówić. Może będzie przesyłał nam liściki, albo zbombarduje SMSami. Snując takie dywagacje wypatrujemy tymczasem literki ‘i’. Czai się nie tylko w ilustrowanych książeczkach, ale choćby na słoikach z dżemem śliwkowym, torbach foliowych, , sprzętach, reklamach przy drodze, tytułach za szyba kiosku, w metrze, na swetrze, . Nawet ze sklepowych dekoracji, jarzeniowym światłem życzeniowo mruga. .

A Marcel to widzi, woła, pokazuje. I nam Uświadamia. Nam się wydaje , ze jesteśmy tacy duzi i mądrzy i wszystko już prawie wiemy, więc i także jesteśmy tego świadomi. Ale to ostatnio prawdziwe jest nieczęsto. Choćby większość siedząc wcale jest nieświadoma tego, że siedzi, ponieważ się garbi. Gdy o tym sobie przypomni, zaraz prostuje swój kręgosłup i siedzi (przez chwilę) świadomie. Podobnie literki, literka ‘i’ i pozostałe także. Dzięki Marcelowi, widzimy jak wielkie mnóstwo i wszędzie jest, jak wciskają się do głowy calutki czas i spokoju myślom nie dają.

Albo kolory. Synek opanował już tęczę całą i za nadfiolet się zabiera. Przy tej okazji objaśniamy pochodzenie imion barw: i tak niebieski wziął się od nieba, zielony od ziela (prosto z Izraela) zaś pomarańczowy wywodzi się od pomarańczy. Przy czym ćwieka mi zabija tajemnica, jak nazywał się pomarańczowy, kiedy pomarańcze były jeszcze nieznane i z tropików nieprzywiezione. Mocno nad tym dumam, bo wszak Cel wkrótce może mówić zacząć i akurat o to spyta się i jak wybrnąć wtedy??

Narazie zamiast opanować język nasz, narodowy, polski, wymyślił sobie swój własny, oparty na dwóch zwrotach “tu-tu” albo “pika-pika”, które różnie akcentowane, w różnych kontekstach oznaczają wszystko, co stworzone. Nie jest to taki wcale odosobniony koncept, gdyż lat temu sześć albo siedem zespół niesztampowy Sigur Ros nagrał całą płytę gdzie za teksty utworów robiła jedna wielorako modulowana fraza w języku zmyślonym, nie zaś – ja wielu pokątnie podejrzewa – w swym rodzimym islandzkim.

Nie zdziwiłbym się, gdyby Cel był z tej samej bajki co te ich piosenki.

Grzesiek

Komentarze: (1) »

Cudaczny realizm

Przedstawiamy post nietypowy, bo złożony z odkurzonych i niedokończonych fragmentów, które autorka i autor zagubili i zapomnieli po czasie co teżż, autor albo autorka mieli na mysli, tak że zakończenia dopisać już nie mogą. Dłuższy tekst powstawał trzy lata temu na potrzeby nieistniejącego już magazynu internetowego, dwa krótsze w zeszłym roku celem zamieszczenia na ninijszym blogu. Odkopane w stanie surowym i nieco przemieszane prezentujemy teraz.

Na życzenie Kasieńki dwa jej wpisy wyciachałem… [29.12.09]

***
[tekst o cudach #1]

Na ulicy Rakowieckiej znajduje się stary dom dziecka, ambasada Danii, budynki mojej uczelni, sławne więzienie, mała pętla tramwajowa, oraz – przy samym jej końcu – kościół jezuitów. Kościół, w którym dzieją się cuda.

Już z zewnątrz budowla może zaintrygować. Swoją bryła kościółek przypomina bowiem kopalnię.. Jest coś w tych murach – może to kształt wieżyczki, a może cała bryła – coś, co skłania do podejrzeń, że w tym miejscu wydobywa się spod ziemi cenne skarby (choć wydaje się mało prawdopodobne, by pod Mokotowem jakieś skarby zalegały) W środku jest już mniej sensacyjnie. Drewniane ławki, ołtarz, barwne witraże w oknach, wystrojem nie odbiega daleko od normy. Budowla nie jest wiekowa, więc wnętrze nie tonie w gotyckim mroku ani nie kipi od barokowych ozdóbek.

Cuda zaś dzieją się tam w każdą pierwszą środę miesiąca. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Na trawie

Zaczęło się o tego, że niewielki żuk wszedł mi przez ucho pod skórę na szyi. Choć może nie był to żuk wcale a cokolwiek innego o kształcie zbliżonym, w każdym razie pod skórą za uchem z lewej strony to tkwiło i bolało jak dotykałem. Wkrótce potem bolało nawet jak nie dotykałem, a za jakiś czas bolało non stop i to tak, że nie mogłem poruszyć głową. Lekarz zapytany o poradę, odrzekł, że nie wie co to, ale zapisał maści i piguł na odczepnego. Maść nie pomogła wcale, a piguły połowicznie. Tn. rozglądanie się wokół stało się znowu możliwe, gdyż ból jakby zelżał, choć w rzeczywistości chemia na usługach farmaceutów przepędziła go chyba gdzie indziej, gdyż w rejonie żołądka spustoszenie zaczęło dziać się. Zgodnie z logiką powinienem wybrać się wtedy po nowe piguły uśmierzające dolegliwości w głębi brzucha, które to wywołałyby dysfunkcje wątroby albo serducha, a leki wąrobowo-serduchowe wycisnęłyby ze mnie siódme poty i podniosły ciśnienie, na co radą byłyby pigułki antypotowo-ciśnienne. Tak właśnie działa medycyna współczesna, a jej wyznawcy rozpoczynają codzienne kultywowanie je prawideł od garści kolorowych tabletek na śniadanie.

Ja poszedłem jednak innym tropem. W kilka dni potem, kiedy napięcie w szyi ani myślało ustąpić, wybrałem się do parku i usiadłem na trawie. Nie był to jednakowoż jakiś park i jakaśtam trawa lecz umówione i umówiony czas, w których to zgromadzili się lokalni amatorzy jogi. Sztuka ta pradawna wymyka się bowiem w okresie letnim z zamknięcia w czterech ścianach ośrodków, centrów i szkółek w przestrzeń miejską, gdzie dostępna jest dla każdego i bez ograniczeń. Znaczy się, za darmo. Kręgi wtajemniczone w arkana jogi realizują bowiem w wakacyjnym czasem dwa projekty „Joga na Trawie” i „Joga w Parku”. Nie pamiętam, na którym z nich byłem, ale to nieważne, bo oba wyglądają z grubsza tak samo. Rzecz na tym polega, by promować ową dyscyplinę wśród osób przychylnie doń nastawionych ale aktywnie niezaangażowanych, coby mogli sobie niezobowiązująco, bez przechodzenia kolejnych stopni wtajemniczenia, posmakować weekendową porą spokoju ciała i ducha na własnej skórze.

Z jogą u nas jest trochę tak jak z oregano. Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Zawsze Coca Cola.

Mam kolegę dadaistę. Piszą o nim nawet tutaj -  w interenecie, że wybitny, bo wydał swój tomik wierszy z motywem King Konga. Kiedy rozmawiamy, on otwiera moją podświadomość. Poeta prawdziwy – układa metafory nieograniczenie – nie tylko w komputerze. W przypływie weny to nawet jakbym Schulza czytała, kiedy tak słucham jego opowieści i komentarzy do codzienności. I tak zmusza do wysiłku czasem. Literackiego. Dnia powszedniego. Poeta czynny – dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Lecz żeby było dziwniej – ostatnio notorycznie spotykam go z Coca Colą i w dresie. Zawsze Coca Cola. Na początku pomyślałam, że to siła Coli, która próbuje jak Budda – przeniknąć wszystko, ale teraz to już wiem, że ten dadaista nasz jest w swym ekscentryzmie alternatywny w stosunku do alternatywnych.

marcel_w_reklamie_coca_coli

Marcel w reklamie Coca Coli ;)

Kasia

Komentarze: (1) »

Powolność.

,, O ślimaku,
wspinaj się na górę Fuji,
ale powoli,powoli.”

Issa

Widuję się czasem  z  Panem Mateuszem, który mieszkał kiedyś w górach i miał tam przyjaciela. Wyznawcę  buddyzmu zen.  Jechali razem lat temu dziewiętnaście   pośpiesznym pociągiem i    zdażyło im się coś  niepośpiesznego.    Znany  mi Pan  wysiadł na właściwiej stacji. Jego przyjaciel natomiast…  Jest spokojny i powolny.   Nie zdążył.

Został.

Komentarze: (1) »

,,Chwała temu, co bez gniewu idzie. ”

Któregoś powolnego przedwiosennego popołudnia w Saskim Ogrodzie zostałam otoczona grupą studentów z kamerami i potrzebą stworzenia niezależnego filmu. Zapytali: ,,jakie jest Twoje marzenie?”. Osiągnąć bezwarunkowy spokój- wylałam w ten sposób swoją obsesję.

Marcel układa 12 puzzli z Kubusiem Puchatkiem.

Lawendowe pole.

Delfiny.

Milczące wędrowanie  z przyjacielem.

Medytacja w Stupa House.

Falset. Jón Þór Birgisson. Eteryczny. Widziałam film o ,,Sigur Ros”. Pokochałam ich islandzką naturę. Są czyści czyli wyciszeni. Nie narkotyzują się stwarzaniem gremlinów aby mieć z kim walczyć.

Zmęczyła mnie już bezsensowana gadanina. Raz, dwa, trzy – wypadam z gry. Wykorzystywanie władzy. Iluzja ofiary . Rodzice często bywają nudni.Zmęczyło mnie,że zwracałam na to uwagę.

Wymiotowałam. Mój organizm odrzucił zepsuty pokarm smażonych-  tłustych, nędznych zachowań.

Teraz tylko przyglądam się.

Jeśli ktoś tu przyjdzie- zrobię mu herbatę z lawendy.

Rozumiem.

Tak silnie, tak silnie;   odczuwam powołanie do duchowości. Czy Ty też?

 

Kasia

Skomentuj »

Ibidem, s. 50-59

Przeciwskazań nie stwierdzono dlatego też publikuję kawałek tego nad czym biedziłem się całkiem niedawno przez X tygodni. Tymczasem nad nowymi – bardziej blogowymi tekstami już pracuję, a póki co uporządkowałem Kategorie, czyniąc je bardziej albo mniej czytelnymi, w zależności co kto lubi czytać… :)

***

3.3 Przemiany społeczne i kulturowe kształtowane przez turystykę międzynarodową.

Opracowanie Magie Black na temat pracy dzieci w turystyce zawiera krótkie studium zmian jakie nastąpiły na wysepce Boracay na Filipinach, po tym jak została ona „odkryta” przez międzynarodową turystykę w latach 80tych. Według obserwacji autorki niedługo po tym jak w ślad za szukającymi przygody podróżnikami na wyspę napłynęły fale turystów wywodzących się z klasy średniej, w szybkim tempie zaczęło przybywać śmieci i innych zanieczyszczeń. Do nadmorskich miejscowości doprowadzono elektryczność, a wraz z nią pojawiły się neony reklamowe i dyskoteki. Pomimo dystansu jaki wobec tych zjawisk zachowywały starsze pokolenia, młodzi ludzie niemal ubóstwiali turystów wraz z pieniędzmi, które przywozili. Niestety turyści przynieśli też pijaństwo, narkotyki i prostytucję oraz wyniszczenie lokalnych raf koralowych, stanowiących tradycyjne łowiska wyspiarzy. Choć dochodziło do wyraźnego zniszczenia bazy ekonomicznej, stylów życia i norm kulturowych, większość mieszkańców Boracay odbierała turystykę jako korzyść. Z otwartymi ramionami przyjmowali dochody i miejsca pracy, dzięki którym następował w ich przekonaniu awans społeczny, jak dotąd możliwy jedynie przez wyjazd do ośrodków miejskich.[1] Przypadek ten nie jest odosobniony lecz ukazuje typowe zjawiska zachodzące przy gwałtownym i niekontrolowanym wzroście liczby przyjazdów turystów z kraju bogatego do kraju biednego. Ujawnia on, że również w wymiarze społecznym oddziaływanie turystyki na obszar recepcyjny potrafi mieć niejednoznaczny charakter. Obok dowodów ewidentnego awansu społecznego i rozwoju kulturalnego mogą na skutek ciągłego kontaktu wystąpić przejawy degradacji w tej sferze.

plaza

Społeczny wpływ turystyki zaznacza się tym silniej im bardziej zróżnicowane są kultury i style życia reprezentowane przez społeczność odwiedzaną i odwiedzającą. Wzmacniany jest on przez różnice ekonomiczne i długość czasu oddziaływania, istotny bywa również sposób zetknięcia się miejscowych z turystami. Gdy różnice między obiema grupami  są znaczne nawet zwykłe kontakty gość – gospodarz zyskują rangę spotkania międzycywilizacyjnego.[2] Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »