Fru, fru, fru… Polecieli.

Przemierzam warszawskie ulice wśród przedwojennych wilii Mokotowa.

W obu rękach niosę po torbie obfitej w zakupy : mleko modyfikowane, proszek do prania, jajka kur szczęśliwych, zielone pierogi, kasza jaglana, dwa kilogramamy bananów, pasta słonecznikowa, mądrość orzechów, rajstopy, książeczki ,

źródlana woda…

,,Latająca ”- tak nazywał mnie Dawid . Tymczasem czuję doskonale -zwłaszcza w momentach, kiedy zaczynam lekko lewitować w powietrznej przestrzeni ; że to tylko owe torby utrzymują mnie przy sile grawitacji, przyciągają i ściągają na ziemię.

Bez nich… odfrunęłabym.

Odpowiedzi: 4 jak dotychczas »

  1. 1

    Mag powiedział/a,

    Madonno-Matko, jesteś magią. Cieszę się, że w gąszczu myśli, odczuć i wszelkiego rodzaju pisaniny znalazłam tu też Twoje, Wasze Serce.
    Powodzenia we wszystkim, ściskam ogromnie, buziaki dla Małego Księcia. :*

  2. 2

    trzecieoko powiedział/a,

    Dziękuję za myśli czułe Księżniczko z Marcepana …

  3. 3

    Michał Krotoszyński powiedział/a,

    Od czasu do czasu zamiast siatek używaj linki do szuszenia ubrań – będziesz wtedy jak latawiec :) Z jednej strony wysoko, a z drugiej strony pewna, że wrócisz na ziemię :)

    Bardzo się cieszę, że macie tą stronę :) Bedziemy ją odwiedzać z Laurką. Ściskamy mooooooocno Was wszystkich :)* I – mam nadzieję – do rychłego zobaczenia :)

  4. 4

    trzecieoko powiedział/a,

    Maelu, dziękujemy za obfite komentarze i obietnicę odwiedzin zarówno tu -jak w wielowymiarowej rzeczywistości niewirtualnej. Z tymi linkami pomysł intrygujący-można i tak dla odmiany… Spróbuję- chcesz też?
    Zapraszam wszystkich do latającej zabawy :)


Komentarz RSS · Adres TrackBack

Zostaw komentarz