Przemierzam warszawskie ulice wśród przedwojennych wilii Mokotowa.
W obu rękach niosę po torbie obfitej w zakupy : mleko modyfikowane, proszek do prania, jajka kur szczęśliwych, zielone pierogi, kasza jaglana, dwa kilogramamy bananów, pasta słonecznikowa, mądrość orzechów, rajstopy, książeczki ,
źródlana woda…
,,Latająca ”- tak nazywał mnie Dawid . Tymczasem czuję doskonale -zwłaszcza w momentach, kiedy zaczynam lekko lewitować w powietrznej przestrzeni ; że to tylko owe torby utrzymują mnie przy sile grawitacji, przyciągają i ściągają na ziemię.
Bez nich… odfrunęłabym.

Mag powiedział/a,
marzec 24, 2008 @ 10:40 am
Madonno-Matko, jesteś magią. Cieszę się, że w gąszczu myśli, odczuć i wszelkiego rodzaju pisaniny znalazłam tu też Twoje, Wasze Serce.
Powodzenia we wszystkim, ściskam ogromnie, buziaki dla Małego Księcia. :*
trzecieoko powiedział/a,
marzec 26, 2008 @ 8:51 am
Dziękuję za myśli czułe Księżniczko z Marcepana …
Michał Krotoszyński powiedział/a,
marzec 27, 2008 @ 1:00 pm
Od czasu do czasu zamiast siatek używaj linki do szuszenia ubrań – będziesz wtedy jak latawiec :) Z jednej strony wysoko, a z drugiej strony pewna, że wrócisz na ziemię :)
Bardzo się cieszę, że macie tą stronę :) Bedziemy ją odwiedzać z Laurką. Ściskamy mooooooocno Was wszystkich :)* I – mam nadzieję – do rychłego zobaczenia :)
trzecieoko powiedział/a,
marzec 28, 2008 @ 12:03 pm
Maelu, dziękujemy za obfite komentarze i obietnicę odwiedzin zarówno tu -jak w wielowymiarowej rzeczywistości niewirtualnej. Z tymi linkami pomysł intrygujący-można i tak dla odmiany… Spróbuję- chcesz też?
Zapraszam wszystkich do latającej zabawy :)