Kriti

Na Krecie rzeczy miały się i mają nieco mitycznie. Na samym początku w ktorejś z tamtejszych jaskiń urodził się Zeus, ze skalistych zboczy spoglądał na ziemie tą przepiękną i cieszył się, że kiedyś to wszystko będzie jego. Tenże Zeus trochę lat później przybrał postać byka i porwał pewną piękność azjatycką, pląsającą po łąkach księżniczkę Europę i przywiódł na Kretę właśnie, do gaju oliwnego takiego jak ten…

…gdzie Europa uległa nieodpartemu urokowi Gromowładnego i została jego n-tą kochanką. Z tej namiętności urodził się między innymi Minos, kolejny mityczny figurant, król-symbol cudnej cywilizacji jaka na tam rozkwitła. Jest bowiem w micie o porwaniu jeszcze takie znaczenie: Kreta jest wyspą, oddaloną jednako daleko od brzegów kontynentu jak i od Azji czy Afryki. I podczas gdy w dwóch ostatnich istniały już piramidy, rolnictwo, pismo i wiszące ogrody to szczytem możliwości naszych praziomków był góra Biskupin. I tak Zeus przeniósł królewską krew a zatem i cała dostojność cywilizacji z Azji na nowe lądy nazwane odtąd – od imienia pięknej księżniczki – Europą. Tam się to wszystko zaczęło, zresztą wydaje sie to całkiem logiczne, bo gdy na stałym lądzie grasowali barbarzyńcy, hydry, cyklopy i inna dzicz kudłata to wyspa zapewniała od tych atrakcji ochronę. Tak że spokojnie się Minojczycy rozwijali i mieli sobie pałace, flotę, wino, freski, byki, świątynie, tańce, równouprawnienie, oliwę z oliwek, Minotaura i majstra Dedala co mu labirynt skonstruował. (a ruiny tego można zwiedzać z przewodnikiem lub bez)

Dedal zresztą – kolejna postać mityczna – przepowiedział niejako przyszłość wyspy. Tak się bowiem składa, że tysiące gości przybywa tu właśnie jego nowatorskim sposobem, to znaczy na skrzydłach. Co prawda nie zlepionych z piór i wosku, bo z tych materiałów czarterowe Boeingi nie korzystają, ale symbolika spadania z obłoków zostaje zachowana.

Gości sprowadza zresztą to samo co w owych mitycznych czasach – wyspa jest wciąż tak samo daleko od kontynentu co od Afryki albo Azji, przez co między znajome elementy europejskie wkradają się hece jakby z innej trochę bajki…

Takim sprowadzonym i przyciągniętym inna bajką stałem się sam na początku maja. Pora okazała się idealna, bo po tym jak samolot gruchnął o nawierzchnię lotniska w Heraklionie i drzwi otwarły się na oścież pasażerami nie owładnęło wilgotne gorąco – wciąż panowała tu wiosna. Gdzie się nie ruszyć coś kwitło, a przeważnie były to rośliny bez nazwy (bo zupełnie się nie na znam na roślinności śródziemnomorskiej) przez co jeszcze bardziej tajemnicze i bardziej korzenno-wiosenne. Niektóre kojarzyłem z doniczek na polskich parapetach, ale tutaj przybrały rozmiary drzew, co porastały zawzięcie malownicze drogi, dzikie góry, podchodziły pod klify i przystrajały zatoki, a miasteczka wypełniały klimatem ciepła i witalności.

Same te elementy krajobrazowe w sobie zresztą również też estetycznie wysmakowane bywają. Zwłaszcza z drogi biegnącej wzdłuż brzegu tudzież przez wyspę na przestrzał serpentynami się gdzieś tam pnącej i skądś tam do morza spadającej, bo wtedy się to wszystko kręci i zmienia. Gra światła, gra cienia. Czar mar, kalejdoskop, kolorowe Kretki :)

Ogólnie rzecz biorąc wyjazd miał na celu zapoznanie się z produktem turystycznym pod tytułem wczasy na Krecie, czyli zwiedzenie kilkunastu hoteli, które na co dzień wciskam bidnym turystom i zobaczenie najbardziej obleganych atrakcji.

Plus na szczęście nieco mniej kolektywnego zwiedzania we własnym zakresie. Samo miejsce nie zwala z nóg totalną egzotyką, ale kryje się ona tu ówdzie rozbłyskując znienacka raz po raz. Bo niby to taki o zwykły europejski kraj, ale zaraz zaułkami przechadza się kapłan w czerni i bardzo brodaty, kierowca autobusu sam zagaduje ludzi z przodu i prowadzi wóz serpentynami rozmawiając przez komórkę, na ulicę przez sklepik wystawione są ryby homary i kraby, alfabet ze znaków drogowych pamięta dawno upadłe imperia, a na skałach nad autostradą pasą się kozy. Poza tym obecne wyspa służy głownie wypoczynkowi i nasiąka aurą relaksujących się tu ludzi, co razem z naturą niespiesznych, uśmiechniętych Greków od razu wprawia przybywających w błogi stan. To uczucie można jeszcze wzmocnić zaglądając to może niełatwo dostępnych ale bardzo cudnych miejsc nasączonych mocą i klimatem. One dopiero nakręcają w przybyszu radochę z życia i przygodę. Do niektórych z nich dotarłem, niektóre mnie minęły i czekają aż kolejny raz przyfrunę. Te co zbadałem utrwaliłem w pamięci a także na kliszy cyfrowej toteż w kilku następnych postach odwzoruję to co utrwalone. Niech magia przemówi! :)

Grzesiek

Odpowiedzi: 2 jak dotychczas »

  1. 1

    Michał Krotoszyński powiedział/a,

    Dałem się oprowadzić :) Magiczny ale i profesjonalny ten przewodnik; pięknie się komponuje w nim historia, tradycja – ale i nowoczesność (taka, na jaką Grecję stać ;). Fajnie się czytało :)

  2. 2

    Julia powiedział/a,

    Polecam do przeczytania co o Krecie pisał pan Kubiak. Książka nazywa się bodajże “Półmrok ludzkiego świata” i podsunęła mi ją kiedyś, w swej wielkiej mądrości moja babcia.

    Zdjęcie drzew robi wrażenie. :) Dzięki za ten wpis.


Komentarz RSS · Adres TrackBack

Zostaw komentarz