Mój Dziadek opuścił swoje Ciało…

Ostatnio mówił, że jak przyjedziemy w wakacje to kupi prawnuczkowi rowerek i że Marcel będzie jeździł na nim dookoła niego… Dał też swoje szelki dla Grzesia. “Może mu sie przydadzą.” – powiedział. Jak zawsze- troskliwy, hojny, opiekuńczy… Kiedyś, dawno temu jedliśmy z Przemem i Rafim arbuza w parku- tamten owoc dał mi właśnie mój przodek czuły.
On ciągle Jest. W krwi mojej i krwi Marcelka. Kiedy pierwszy raz spędzałam wigilię oddzielnie; dziadek popłakał się, rozczulił z powodu mojej fizycznej nieobecności z nimi. Dziwnie tak, bez niego…. Od świtu mego narodzenia był przecież stabilnie, skaliście.
Wierzę, że Błogo jest jego Duszy – gdziekolwiek Ona Jest i w jakimkolwiek stanie. Szkoda mi tego głosu, tych oczu, tego właśnie Ciała poruszanego i natchnionego Życiem, ale to tylko ciało niestety…
Kocham Cię ponad to wszystko Dziadku, Drogi Dziadku…

