Dla ucieczki przed turystyczną sztampą złożoną z basenów, leżaków, sklepów z pamiątkami, godzin zbiórek i przewodników. Dla zerwania z ładem i porządkiem północy na rzecz południowej dzikości, kolorowo radosnej prowizorki. Dla frajdy, pierwotnej radości wędrownej. Dla wypróbowania zwinności bosych stóp na skale z piaskowca, pojemności płuc w kontakcie z morskim wiatrem, pojemności umysłu na medytacyjną energię finezyjnych i metafizycznych jaskiń skalnych… Dlatego wszystkiego warto (było) udać się do Matali. Tam wysiąść przy samej plaży, zdjąć buty i sunąc po ciepłym piasku uśmiechnąć się to widoku jak ten..

Matalę namierzymy na mapie kreteńskich plaż mniej więcej w połowie drogi między różową laguną Elafonissos a palmowym lasem na Vai, na południowym - nie tak cywilizowanym - wybrzeżu wyspy. Piaszczyste plaże na Krecie są raczej wyjątkiem niż regułą, jeśli dokładniej przyjrzeć się linii brzegowej. Samo to wedle przewodników nadaje im rangę atrakcji wartej zwiedzenia. Jednak tylko łagodne zejście w spienione (środziemno)morskie bałwany nie starczyłoby za motywator do ściągnięcia człeka znad drugiego morza coby autobusem i autostopem, żywiąc się zrywanymi po drodze pomarańczami i błąkając się po okolicznych ruinach antyku do tej tu Matali zawitał. Rolę tego magnesu odgrywa fantastycznej urody skała wyrastająca na skraju plażowej zatoki. A także duchy orbitujących wokół owej skały legend.
Legenda najpierwsza mówi, że o tą skałę rozdarł swe poszycie statek króla Menelaosa wracający spod Troi, czyli trofiejnymi skarbami po brzegi obładowany… Tak właśnie. W Grecji bawiąc, przywykamy w mig, że we wszystkich oczkach taplały się nimfy, a i trudno znaleźć wąwóz gdzie heros pewien nie uwolniłby okolicy od siejącego grozę potworzyska. Nie wspominając już, mocne że do co drugiej wsi zaglądał czasem młody bóg zwabiony tym i owym, stąd mieszkańcy jej dzisiejsi przetaczają jego niebiańską krew w swych żyłach… Prócz niej przetaczają także słońce i rakiję, co razem rodzą w głowie fabuł za fabułą. Ale jak już zostawimy mitomanię na boku, wychodzi, że skała jest mimo wszystko nadal historyczna. Zbudowana bowiem z delikatnego piaskowca genialnie uległa erozyjnemu działaniu sił natury formującym w jej bryle groty malownicze a magiczne też nieco. Jaskinie te dały schronienie pierwszym kreteńskim chrześcijanom, służąc prześladowanej sekcie z Galilei za katakumby – sekretne miejsca modłów i pochówku zmarłych. Ślady tych mistycznych mieszkańców wyczujemy dotykiem badając ukształtowanie wnętrza jaskiń i trzecim okiem, otwierając się na aurę tamtych zapomnianych epok.
A jeśli pozostawimy nasze trzecie oko jeszcze chwilę szeroko otwarte i szósty zmysł wyczulony wczujemy się w jeszcze inną aurę, dużo młodszą. Na mistycznej glebie wyrosły bowiem ładne kwiatki, kwiatki-dzieci ;)
Pod koniec lat 60tych do Matali zawitali podróżujący znikąd do nikąd hipisi, których nie zagnało aż do Radżastanu, na Goa czy pod nepalską Anapurnę. Tylko bliżej ciut. Prócz wspomnianej mistyki skusiło ich także podzwrotnikowe ciepło i posmak końca świata. Byli tu z dala od Systemu za to blisko Natury, która oferowała mnóstwo wolnych lokali do wzięcia (niektóre w głębi połączone tunelami tak by można było w imię wolnej miłości roszady robić..) No i widoki, widoki dla których jutro może sobie nie przychodzić…
W jaskiniach Matali zagnieździła się komuna o dziejach której opowiadało parę wczesnorockowych szlagierów, bywał tu nawet Bob Dylan, a mieszkańcy miasteczka – bądź co bądź konserwatywnej greckiej prowincji – mieli zapewniony szok kulturowy raz po raz. Groty w skale zawierają ślady tych wydarzeń namacalno plastyczne…
a takze te pozazmysłowe i międzywierszowe, które odczytałem gdy rozsiadłem się w zagłębieniu skalnym bliżej na wysokości pewnej, odruchowo w lotosie. Energia transcendentnej medytacji wciąż tu jest, a wyciszony umysł wychwytuje ją, by zaraz puścić się szalonym biegiem w dół po skale i wzlecieć w górę nad tym niewiarygodnie błękitnym Morzem Libijskim i lecieć dalej nad jego falami nad Egipt, Etiopię i jeszcze hen hen… To się tak czuje. Tak tam naprawdę jest.
Sama miejscowość Matala to zaledwie kilkadziesiąt zabudowań z wdziękiem wkomponowanych między te połyskujące morze i zasuszone góry.. Całość można obejrzeć szybko, ale wydaje mi się że tym sposobem nie ogarnie się natury tego miejsca. Jego przeznaczeniem jest raczej ściągać ludzi coby się zakorzenili na tym krańcu cywilizacji i coby wsiąkała w nich powolutku nagromadzona tutaj mistyka zmieszana z gorącem i wiatrem tutejszej nieskazitelnej pogody.
Sam to z chęcią kiedyś uczynię, okolica najbliższa podobnoż wyzwala równie ciepłe i pozytywne stany jak jej serce, a do tego miejsc noclegowych wolnych sporo, w dobrej bo darmowej cenie, i z pięknymi widokami ;) Żyć nie umierać!











