Kiedy zawędrowaliśmy do wioski hippisów oczom mym ukazała się postać siedmioletniej dziewczynki przyodzianej jakby w szaty małej indianki czy cyganki o śniadej cerze i pięknych, długich acz rozczochranych włosach. Ona stała przy studni i maleńkimi rączkami ciągnęła za sznur, który przekazywał jej archaiczne wiadro z wodą. Zapamiętałam jej odbicie w zwierciadle na dnie … Celebrowałam je. Jak masz na imię? – zapytałam. ,,Gwendalen ”- odpowiedziała. Zachwyciła mnie – a moc tego momentu była podkreślona emfazą zachodzącego słońca.
Ona miała duże i mądre oczy. Intrygowała głębią spojrzenia. Dojrzałego i jednocześnie niewinnego. Jeśli istnieją dzieci indygo albo kryształowe. Tak… To właśnie Gwendalen. Później obserwowałam ją, kiedy się bawiła lub opiekowała młodszym rodzeństwem.Miała nieprzeciętną aurę. Dowiedziałam się, że mieszka w chatce pośród spokojnej dzikości gór i że mówi czterema językami. Tyle językami ludzi, ile eteryczną ,,mową” aniołów- nie wiem…
Gwendalen jawiła mi się jako prawdziwe Dziecko Natury- nie zanieczyszczone znerwicowaną cywilizacją. Piękne i ważne było to spotkanie nasze przy studni.

Julia powiedział/a,
sierpień 26, 2009 @ 9:43 pm
Nigdy nie przyszłoby mi do głowy winić cywilizację za moje nerwice. Czasem rodziców, najczęściej samą siebie. Choć dzieci to trochę co innego, są niewinne, no i nie potrafią jeszcze świadomie siebie kształtować.
Volodya powiedział/a,
wrzesień 25, 2009 @ 11:35 am
Данная статья имеет неформальный, информативный стиль, спасибо Вам!