Celebracje… Gwendalen.

Kiedy zawędrowaliśmy do wioski hippisów oczom mym ukazała się postać siedmioletniej dziewczynki przyodzianej jakby w szaty małej indianki czy cyganki o śniadej cerze i pięknych, długich acz rozczochranych włosach. Ona stała przy studni i maleńkimi rączkami ciągnęła za sznur, który przekazywał jej archaiczne wiadro z wodą. Zapamiętałam jej odbicie w zwierciadle na dnie … Celebrowałam je. Jak masz na imię? – zapytałam. ,,Gwendalen ”- odpowiedziała.  Zachwyciła mnie – a moc tego momentu była podkreślona emfazą zachodzącego słońca.

Ona miała   duże i mądre  oczy. Intrygowała  głębią spojrzenia. Dojrzałego i jednocześnie niewinnego. Jeśli istnieją dzieci indygo albo kryształowe. Tak… To właśnie Gwendalen. Później obserwowałam ją, kiedy  się bawiła lub opiekowała młodszym rodzeństwem.Miała nieprzeciętną aurę. Dowiedziałam się, że mieszka w chatce pośród   spokojnej dzikości gór i że mówi czterema językami. Tyle językami ludzi, ile eteryczną ,,mową” aniołów- nie wiem…

Gwendalen jawiła mi się jako prawdziwe Dziecko Natury- nie zanieczyszczone znerwicowaną cywilizacją. Piękne i ważne było to spotkanie nasze przy studni.

Odpowiedzi: 2 jak dotąd »

  1. 1

    Julia powiedział/a,

    Nigdy nie przyszłoby mi do głowy winić cywilizację za moje nerwice. Czasem rodziców, najczęściej samą siebie. Choć dzieci to trochę co innego, są niewinne, no i nie potrafią jeszcze świadomie siebie kształtować.

  2. 2

    Volodya powiedział/a,

    Данная статья имеет неформальный, информативный стиль, спасибо Вам!


Komentarz RSS · Adres TrackBack

Zostaw komentarz