Kto to taki?
…czyli przegląd wpisów mniej o naszym (trzecim) świecie, a tak bardziej o nas


***
Spokój
Któregoś powolnego przedwiosennego popołudnia w Saskim Ogrodzie zostałam otoczona grupą studentów z kamerami i potrzebą stworzenia niezależnego filmu. Zapytali: ,,jakie jest Twoje marzenie?”. Osiągnąć bezwarunkowy spokój- wylałam w ten sposób swoją obsesję.
Marcel układa 12 puzzli z Kubusiem Puchatkiem.
Lawendowe pole.
Delfiny.
Milczące wędrowanie z przyjacielem.
Medytacja w Stupa House.
Falset. Jón Þór Birgisson. Eteryczny. Widziałam film o ,,Sigur Ros”. Pokochałam ich islandzką naturę. Są czyści czyli wyciszeni. Nie narkotyzują się stwarzaniem gremlinów aby mieć z kim walczyć.
Zmęczyła mnie już bezsensowana gadanina. Raz, dwa, trzy – wypadam z gry. Wykorzystywanie władzy. Iluzja ofiary . Rodzice często bywają nudni. Zmęczyło mnie, że zwracałam na to uwagę.
Wymiotowałam. Mój organizm odrzucił zepsuty pokarm smażonych- tłustych, nędznych zachowań.
Teraz tylko przyglądam się.
Jeśli ktoś tu przyjdzie – zrobię mu herbatę z lawendy.
Rozumiem.
Tak silnie, tak silnie; odczuwam powołanie do duchowości. Czy Ty też?
Kasia
* * *
Pustynia
Patrzyłam dzisiaj na niego. Jak biegał po placu zabaw.
Samodzielny i zaradny. Oddalam się czasem, ale on czuje się bezpiecznie. Ochraniam go. Wie o tym… Instynkt samozachowawczy też wyostrzył sobie a jego zdolność widzenia działa lepiej niż u dorosłego człowieka. On widzi całym sobą, on jest całym sobą. Mamy foremki i bawimy się w piaskownicy. Spokojnie tak. Niepotrzebne nam zamki strachów, diabelskie młyny, wściekłe psy, nadpobudliwe gadaniny i wszelakie przyjemności by czuć , że jesteśmy.
Pustynia, piasek. Piaskownica … ,,Coś promieniuje w ciszy”. Mędrzec Krishnamurti nauczał, by najpierw zrozumieć Pustkę, osiągnąć ją a potem pełnia się wyłoni obfita i okazała.
Czasem – kiedy go obserwuje jak wspina się po ściance wspinaczkowej dla dzieci rzucam zaklęcia: ,, niech jego życie jest ciekawe”. ,,Widzisz życie…”
Kasia
Zwidziało mi raz się, że Marcel kopiąc w piaskownicy głęboko bardzo w poszukiwaniu wilgotnego piasku zdolnego do wpasowania się w każdą foremkę i przybrania z nią kształtu morskiego żółwia, rajskiego ptaka albo wiatraka porywistego, odkopał spod zwałów piachu prawdziwego dinozaura. A konkretnie jego szkielet prehistoryczny, szacowny i osobliwy. Taki co paszczą ze czterdziestu czterech zębów straszy i przepaścią wieków z głębi oczodołów przeszywa.
Szkielecik wzbudził zainteresowanie. Zgromadzili się wokół piaskownicy widzowie, co poczęli owy zjawiskowy fenomen komentować, rozpinając nad nami namiot gorączkowych szeptów. Powyciągali cyfraki i komórczaki bo najwyraźniej wygodniej spoglądało im się na szkieletora przez te ekraniki zminiaturyzowane. Wszak kiedy nie potrafimy czegoś doświadczyć, chcemy to posiąść i zdobyć, zachować na potem. Bo potem można to odtworzyć razy z Youtube i wtedy być może ów cud się zrozumieć da. Zrozumieć chcieli zebrani gapie skąd, dokąd, dla kogo i dlaczego. Pytali jeden przez drugiego jak to możliwe że owa pozostałość dawnego zwierza zalegała tak płytko pod placem zabaw. Czy to bombardowania czasu wojny zmieszały warstwy gleby z późnego triasu z wczesnym czwartorzędem, czy raczej drgania od stojących w korkach aut wybiły go pod powierzchnię. A dlaczego nie miałby przybyć z kosmosu zwiastując początek końca świata. A może to kawał pana Boga jakie płata rok w rok w sezonie ogórkowym. Albo prowokacja w proteście przeciw nieudolnym rządom rządu…
Tymczasem Marcel, który przez cały ten czas siedział na piasku. Marcel spoglądał na dinozaura. Spoglądał się do niego uśmiechał. Aż mu się znudziło i zebrał parę kości do wiaderka razem z foremkami i poleciał gdzieś przed siebie. Z tymi co zostały, nie wiem co się stało, a te co wzięliśmy pogubiliśmy w drodze do domu. I nie mamy ich.
Grzesiek

czerwiec-lipiec ’09
***
Bawimy się w dom
Marcelek zasnął.
Ma przyjaciela Włóczykija. Ożywia go.
Włóczykij wspina się po drzewach a jak spadnie z gałęzi - płacze- i wtedy Marcel zakłada mu plaster….
Przyjaciel synka nie cierpi na brak doznań: je doda (loda) i kukiki (kukurydzę), czyta, patrzy przez okno, ogląda bajkę (bahu), skacze…
Dzisiaj razem robiliśmy placki z dyni. Mój czteroletni pomocnik sypał z zapałem; z pasją w oczach kukurydzianą mąkę i mieszał ciasto.
Dzieci w przedszkolu Marcelka wypowiadają słowa modlitwy przed jedzeniem ; trzymając się za ręce :
,, Boże; Ty stworzyłeś wszystko,
co tylko jest pod niebem;
abyśmy byli silni -
- karmisz nas swoim chlebem. ”
Przedszkole jest waldorfskie. Malowanie akwarelami wygląda jak wstęp do medytacji. Dzieci mielą też młynkami ziarna na mąkę, by póżniej upiec z nich bułki.
Marcelek ma problemy z adaptacją. Trudno mu odnależć się w tak liczniej grupie. On nie lubi tłumu.
Tak nam dni mijają. Wieje wiatr, a my jeździmy na rowerze. Dmuchamy pióra i bawimy się w dom.
Synek dzisiaj był z tatą na spacerze. Zobaczył kwiatki fioletowe,
powiedział: mama ( że to dla mnie ) i ofiarował mi je kiedy zawędrowali do domu.
Kasia
***
Mniej więcej trzy lata temu nasz świat zaczął mieć trzy strony i trzy bieguny. Pojawiłeś się wtedy jako nowy trzeci wierzchołek przemodelowując gruntownie znaną do tej pory geografię. Była zima podobna jak teraz, trochę bardziej mroźna, za to bez śniegu. Szedłem przez park, szybkim krokiem zmierzając w stronę największych z możliwych wyzwań – jak mi się wtedy zdawało – czyli kilku pilnych i intelektualnie wysmakowanych egzaminów, kiedy przez telefon bliski jak nigdy głos powiedział mi, że dwa testy z rzędu dały wynik pozytywny, co bez wątpienia oznacza, że wkrótce będziesz wśród nas. Że jesteś w drodze już. Zdaje mi się, że nie przestałem wtedy dreptać przed siebie, chociaż w sumie powinienem usiąść i dać myślom ochłonąć, ale tamte niby wyzwania w stronę których szedłem co mnie miały prawie przerastać, przestały cokolwiek znaczyć. Nasz świat stał się trójkątny, a one leżały już się poza nim. Jak większość rzeczy. Jak prawie cała reszta.
<!–[if !supportEmptyParas]–> <!–[endif]–>
Są dwa sposoby określenia kiedy zaczyna się nowy człowiek, a razem z nim zaczyna się jego mama i tata. Oba błędne zresztą. Najpopularniejszy określa ten moment w chwili, kiedy małe oczka pierwszy raz zobaczą światło, płuca wchłoną pierwszy haust powierza i z jego pomocą na zewnątrz z gardła popłynie pierwszy krzyk. Alternatywna metoda cofa się od tej chwili o umowne 9 miesięcy, gdy dwie komórki z dwóch ciał łączą się w jedną na dobre i na złe. Jednak przyszłym rodzicom stwierdzenie tego faktu zabiera kilka tygodni, dlatego o tyle krócej trwa ich mentalna ciąża. Zostaje im jakieś 7 miesięcy na przygotowanie się do całkiem nowych i (jeśli to pierwsze dziecko) nieznany warunków.

<!–[if !supportEmptyParas]–> <!–[endif]–>
Trzy lata temu właśnie tyle dostaliśmy. Wydaje się to całkiem sporo przy założeniu, że człowiek porusza się po prostej i oklepanej ścieżce, czyli wpierw znajdzie swoje miejsce w świecie, w jego geografii, ekonomii i socjologii filozofii, zaaranżuje trwały a kwitnący związek (strasznie nie lubię tego słowa dla mnie związek może być co najwyżej wędkarski albo radziecki) po czym zalegalizuje go i po paru burzliwych latach łaknie odrobiny stabilizacji… Wtedy te 7 miesięcy to w sam raz ile potrzeba. A my mieliśmy po 21 lat, pozaczynane studia dla idei – nie kariery, mieszkania w akademiku lub pokątnie gdzieś. Do tego 300km od siebie. Obiady z przywiezionych z domu słoików, głośne koncerty, autostop przez galaktykę. W najbliższych planach gra na 6 strunach, podpalanie Babilonu i wypasanie owiec na górskich łąkach. W głowach strach przed lataniem i głód doświadczeń. Teraz w pół roku należało przyszykować miejsce dla Ciebie, i tworzyć Ci bajkę na ziemi i rezerwując na ten cel czas energię i inne środki. Na samym starcie zupełnie nic o Tobie nie wiedzieliśmy, a o stwarzaniu bajki pojęcie mieliśmy bladozielone. Wyobraźnia w tej materii kapitulowała.
Możesz pomyśleć ,że byliśmy nieprzygotowani, chociaż tak naprawdę to nie ma takiego doświadczenia, które przygotowywałoby do wychowania dziecka poza wychowaniem dziecka. Nieważne czy masz 20 czy 50 lat, dopiero przejście tej granicy da Ci wiedzę i umiejętności, których w żaden inny sposób nie zdobędziesz. Nikt nawet nie podejrzewa jak to będzie i że może być cudnie aż tak. Specyfika naszej sytuacji jest taka, że większość ludzi najpierw układa sobie życie, potem zaś zaprasza do niego nowe życie. U nas te dwa procesy biegną równolegle. Od kiedy zamieszkaliśmy wszyscy razem, przeprowadzaliśmy się 6 razy i też 6 razy zmieniałem pracę, klika razy fryzurę i nawyki żywieniowe. Dopiero gdy byłeś już w drodze trafiłem niespodziewanie na tydzień do szpitala gdzie przemyślałem wzdłuż i wszerz cały wszechświat; po wypisaniu się, z głodu czytelniczego rzuciłem się na księgarnię i wyszedłem z plecakiem cięższym o kilka tytułów i pozycji w tym z książkę mojego życia co na dobre wyćwiczyła mi kręgosłup moralny. Także od tamtej zimy, od Twojego zjawienia się, wszystko u nas jest trochę improwizowane, trochę na wariata, nieustannie się przeobraża.
Tak było od samego początku. Chodziliśmy z Kasieńką i z jej brzuszkiem na koncerty rockowe, spekulując czy hałas Ci tam nie zaszkodzi, ale chodziliśmy. Kiedy przez ten brzuszek dało się już odczuć Twoje ruchy robiłem Ci tam w środku wiry (przynajmniej tak mi się zdawało, że robię) żebyś sielsko się kołysał. Kasieńka za to stała się wrażliwa na niesłychane wprost smaki i zimową porą kupowała sobie lody, które wcinała z uśmiechem umazana czekoladową polewą. Za to wiosną kręciły ją zapachy, dopadała taki kwitnący krzak i chłonęła go całym ciałem. Letnią porą zaczęła śmiesznawo chodzić, przez co preferowała inne formy ruchu: pływanie – wszak okrąglutkim łatwiej trzymać się powierzchni polubiła- i jazdę rowerem. Od lekarzy na ten temat dowiedziała się, ze w ciąży owszem może jeździć rowerem, ale nie może się przewracać, co skwapliwie czyniła. Szkołę naturalnej medycyny przyszło jej zamienić na szkołę rodzenia, a księgi wiedzy tajemnej przeplatać z psychologią dziecka. Dziś jest mistrzynią jednego i drugiego.

Nauk tajemnych nie zasięgaliśmy w kwestii Twojego imienia, zdając się na własny gust. Gust doradził jak najbardziej dobrze, tyle ze nie z tej puli – mniej więcej w połowie ciąży zdjęcia z USG zdradziły, że z całą pewnością nie możesz być Amelią. Uruchomiło to serię debat czy raczej burz mózgów z piorunami pomysłów, a wyładowania brały się ze ścierania ze sobą ciepłego frontu imion pociesznych (moich) z chodnym frontem imion wzniosłych i patetycznych (Kasiowych) Obie te masy myśli wirując przyciągnęły imię łączące oba pomysły i tym chytrym sposobem zostałeś Marcelem..
Drugie swoje miano zawdzięczasz stopniowemu naszemu wrastaniu w nowe buty. Wakacyjnym czasem udałem się wówczas w obce strony celem pozyskania środków na wspólne miejsce zdenominowanych w twardej walucie.. Tam też dopadło mnie włóczęgostwo i biorąc parę dni wolnego zawitałem na sąsiedni ląd Zieloną Wyspą lub też Irlandią zwany. Kasia zapytała mnie wtedy czy przywiozę dla Ciebie stamtąd drugie imię. Jak prosiła tak zrobiłem i dzięki tej małej wyprawie, dla bliskich przyjaciół możesz być też Tristanem.
Niedługo po powrocie drogą wirtualną dostałem takie zdjęcie.

Oznaczało ono, ze okres oczekiwania się skończył i pora powitać Cię na tym kawałku przestrzeni. Naturalnie 7 ciążowych miesięcy nie zrobiło z nas profesjonalistów z tytułami mamy i taty. Bliżej nam było do sportowca, co usłyszał wystrzał do startu kiedy dopiero zaczął się rozgrzewać przed biegiem. W ten sposób czułem się jeszcze długi czas, do dzisiaj mi się to przydarza. Chyba zresztą przez cały nasz dyletantyzm doświadczenia, które przerabiamy stają się bardziej serio, bardziej nasycone życiem, mocą.
Co jakiś prześladuje mnie wrażenie, że przez nasze przygody i przejścia jesteśmy całkiem z innej bajki, jakby totalnie wykorzenieni. Już wcześniej próbowaliśmy brnąć pod prąd , kręciliśmy nosem na system, ale dopiero wraz tym krokiem spaliliśmy mosty i połamaliśmy schematy aż wióry zostały. Przebiliśmy niebo i gapimy się na ludzi z Księżyca. Rozumiemy ich kiedy myślą sobie, że dziecko w młodym wieku kradnie wolność i ogranicza. Tyle że z perspektywa naszego trójkątnego świata właśnie wolność daje – przede wszystkim od takiego myślenia.
Dlatego dziękuję Ci za nią Marcelu :*
Grzesiek



