Archiwum dla Grzesiowe

Na trawie

Zaczęło się o tego, że niewielki żuk wszedł mi przez ucho pod skórę na szyi. Choć może nie był to żuk wcale a cokolwiek innego o kształcie zbliżonym, w każdym razie pod skórą za uchem z lewej strony to tkwiło i bolało jak dotykałem. Wkrótce potem bolało nawet jak nie dotykałem, a za jakiś czas bolało non stop i to tak, że nie mogłem poruszyć głową. Lekarz zapytany o poradę, odrzekł, że nie wie co to, ale zapisał maści i piguł na odczepnego. Maść nie pomogła wcale, a piguły połowicznie. Tn. rozglądanie się wokół stało się znowu możliwe, gdyż ból jakby zelżał, choć w rzeczywistości chemia na usługach farmaceutów przepędziła go chyba gdzie indziej, gdyż w rejonie żołądka spustoszenie zaczęło dziać się. Zgodnie z logiką powinienem wybrać się wtedy po nowe piguły uśmierzające dolegliwości w głębi brzucha, które to wywołałyby dysfunkcje wątroby albo serducha, a leki wąrobowo-serduchowe wycisnęłyby ze mnie siódme poty i podniosły ciśnienie, na co radą byłyby pigułki antypotowo-ciśnienne. Tak właśnie działa medycyna współczesna, a jej wyznawcy rozpoczynają codzienne kultywowanie je prawideł od garści kolorowych tabletek na śniadanie.

Ja poszedłem jednak innym tropem. W kilka dni potem, kiedy napięcie w szyi ani myślało ustąpić, wybrałem się do parku i usiadłem na trawie. Nie był to jednakowoż jakiś park i jakaśtam trawa lecz umówione i umówiony czas, w których to zgromadzili się lokalni amatorzy jogi. Sztuka ta pradawna wymyka się bowiem w okresie letnim z zamknięcia w czterech ścianach ośrodków, centrów i szkółek w przestrzeń miejską, gdzie dostępna jest dla każdego i bez ograniczeń. Znaczy się, za darmo. Kręgi wtajemniczone w arkana jogi realizują bowiem w wakacyjnym czasem dwa projekty „Joga na Trawie” i „Joga w Parku”. Nie pamiętam, na którym z nich byłem, ale to nieważne, bo oba wyglądają z grubsza tak samo. Rzecz na tym polega, by promować ową dyscyplinę wśród osób przychylnie doń nastawionych ale aktywnie niezaangażowanych, coby mogli sobie niezobowiązująco, bez przechodzenia kolejnych stopni wtajemniczenia, posmakować weekendową porą spokoju ciała i ducha na własnej skórze.

Z jogą u nas jest trochę tak jak z oregano. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Ibidem, s. 50-59

Przeciwskazań nie stwierdzono dlatego też publikuję kawałek tego nad czym biedziłem się całkiem niedawno przez X tygodni. Tymczasem nad nowymi – bardziej blogowymi tekstami już pracuję, a póki co uporządkowałem Kategorie, czyniąc je bardziej albo mniej czytelnymi, w zależności co kto lubi czytać… :)

***

3.3 Przemiany społeczne i kulturowe kształtowane przez turystykę międzynarodową.

Opracowanie Magie Black na temat pracy dzieci w turystyce zawiera krótkie studium zmian jakie nastąpiły na wysepce Boracay na Filipinach, po tym jak została ona „odkryta” przez międzynarodową turystykę w latach 80tych. Według obserwacji autorki niedługo po tym jak w ślad za szukającymi przygody podróżnikami na wyspę napłynęły fale turystów wywodzących się z klasy średniej, w szybkim tempie zaczęło przybywać śmieci i innych zanieczyszczeń. Do nadmorskich miejscowości doprowadzono elektryczność, a wraz z nią pojawiły się neony reklamowe i dyskoteki. Pomimo dystansu jaki wobec tych zjawisk zachowywały starsze pokolenia, młodzi ludzie niemal ubóstwiali turystów wraz z pieniędzmi, które przywozili. Niestety turyści przynieśli też pijaństwo, narkotyki i prostytucję oraz wyniszczenie lokalnych raf koralowych, stanowiących tradycyjne łowiska wyspiarzy. Choć dochodziło do wyraźnego zniszczenia bazy ekonomicznej, stylów życia i norm kulturowych, większość mieszkańców Boracay odbierała turystykę jako korzyść. Z otwartymi ramionami przyjmowali dochody i miejsca pracy, dzięki którym następował w ich przekonaniu awans społeczny, jak dotąd możliwy jedynie przez wyjazd do ośrodków miejskich.[1] Przypadek ten nie jest odosobniony lecz ukazuje typowe zjawiska zachodzące przy gwałtownym i niekontrolowanym wzroście liczby przyjazdów turystów z kraju bogatego do kraju biednego. Ujawnia on, że również w wymiarze społecznym oddziaływanie turystyki na obszar recepcyjny potrafi mieć niejednoznaczny charakter. Obok dowodów ewidentnego awansu społecznego i rozwoju kulturalnego mogą na skutek ciągłego kontaktu wystąpić przejawy degradacji w tej sferze.

plaza

Społeczny wpływ turystyki zaznacza się tym silniej im bardziej zróżnicowane są kultury i style życia reprezentowane przez społeczność odwiedzaną i odwiedzającą. Wzmacniany jest on przez różnice ekonomiczne i długość czasu oddziaływania, istotny bywa również sposób zetknięcia się miejscowych z turystami. Gdy różnice między obiema grupami  są znaczne nawet zwykłe kontakty gość – gospodarz zyskują rangę spotkania międzycywilizacyjnego.[2] Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Ibidem.

No to praca magisterska napisana. Przyoblekła się w realny kształt pod koniec zeszłego tygodnia, choć jeszcze tydzień wcześniej było to mało prawdopodobne, a dwa tygodnie wcześniej prawie niemożliwe. Na dyplomowej fotografii jestem postarzały o 5 wiosen i jesieni za sprawą worów pod oczami – niemych świadków kilkunastu dni paranoi. Dzieło liczy sobie 144 strony, zapisane 43 517 słowami ułożonymi z 287 369 literek i inszych znaków. Prócz własnych przemyśliwań autora za źródło posłużyło 176 pozycji mniej lub bardziej poważnych, do których sporządzono 331 przypisów. Są też 4 tabele, 1 mapka oraz jeden jedyny wzór matematyczny, bo bez niego praca na uczelni ekonomicznej nie wygląda poważnie wcale a wcale. Zwłaszcza, że temat był mało ścisły, mało ekonomiczny i mało ekonomiczny jakiś.

Elaboracik mój niesłychany traktuje o wpływie turystyki ludzików z krajów Północy na ludziki krajów Południa. Tak ogólnie i tak konkretnie: na Kubę, na Egipt i na Tajlandię.

A niedawnym czasem zjawiła się w naszym świecie zupełnie znienacka osoba pilnie potrzebująca dachu nad głową i zapytała mnie, dlaczego właśnie taka selekcja – czemu te trzy kraje, a nie jakieś inne miejsca, bardziej znane tudzież bliższe. A ja na to, że te kraje są całkiem od siebie różne, niepodobne klimatycznie, kulturowo. I w ogóle. Ale naszła mnie potem taka refleksja, że mimo wszystko coś te lokalizacje łączy, że pomimo odmiennej specyfiki, gdzieś kryje się wspólny rdzeń. Wszystkie wlicza się przecież do tak zwanego Trzeciego Świata to jest tej strefy naszego globu, gdzie wszystko jest trochę inne niż tu, postawione na głowie i wywrócone na lewą stronę. Południowa część naszej planety smakuje bardziej gorzko, w brzuchu burczy jej częściej a pot albo łzy można dostrzec prawie zawsze na jej twarzy, ale skrywa w sobie taki czar i magię, która tutaj już dawno się ulotniła.

I myślę sobie, że na pytanie naszego niespodzianego gościa odpowiem tutaj. I odpowiem na razie niewprost – za pomocą czterech kawałków przeklejonych z archiwów Gazety Wyborczej…

*** Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Pustynia

Patrzyłam dzisiaj na niego. Jak biegał po placu zabaw.

Samodzielny i zaradny. Oddalam się czasem, ale on czuje się bezpiecznie. Ochraniam go. Wie o tym… Instynkt samozachowawczy też wyostrzył sobie a jego zdolność widzenia działa lepiej niż u dorosłego człowieka. On widzi całym sobą, on jest całym sobą. Mamy foremki i bawimy się w piaskownicy. Spokojnie tak. Niepotrzebne nam zamki strachów, diabelskie młyny, wściekłe psy, nadpobudliwe gadaniny i wszelakie przyjemności by czuć , że jesteśmy.

Pustynia, piasek. Piaskownica … ,,Coś promieniuje w ciszy”. Mędrzec Krishnamurti nauczał, by najpierw zrozumieć Pustkę, osiągnąć ją a potem pełnia się wyłoni obfita i okazała.
Czasem – kiedy go obserwuje jak wspina się po ściance wspinaczkowej dla dzieci rzucam zaklęcia: ,, niech jego życie jest ciekawe”. ,,Widzisz życie…”

Kasia

* * *

Zwidziało mi raz się, że Marcel kopiąc w piaskownicy głęboko bardzo w poszukiwaniu wilgotnego piasku zdolnego do wpasowania się w każdą foremkę i przybrania z nią kształtu morskiego żółwia, rajskiego ptaka albo wiatraka porywistego, odkopał spod zwałów piachu prawdziwego dinozaura. A konkretnie jego szkielet prehistoryczny, szacowny i osobliwy. Taki co paszczą ze czterdziestu czterech zębów straszy i przepaścią wieków z głębi oczodołów przeszywa.

Szkielecik wzbudził zainteresowanie. Zgromadzili się wokół piaskownicy widzowie, co poczęli owy zjawiskowy fenomen komentować, rozpinając nad nami namiot gorączkowych szeptów. Powyciągali cyfraki i komórczaki bo najwyraźniej wygodniej spoglądało im się na szkieletora przez te ekraniki zminiaturyzowane. Wszak kiedy nie potrafimy czegoś doświadczyć, chcemy to posiąść i zdobyć, zachować na potem. Bo potem można to odtworzyć razy z Youtube i wtedy być może ów cud się zrozumieć da. Zrozumieć chcieli zebrani gapie skąd, dokąd, dla kogo i dlaczego. Pytali jeden przez drugiego jak to możliwe że owa pozostałość dawnego zwierza zalegała tak płytko pod placem zabaw. Czy to bombardowania czasu wojny zmieszały warstwy gleby z późnego triasu z wczesnym czwartorzędem, czy raczej drgania od stojących w korkach aut wybiły go pod powierzchnię. A dlaczego nie miałby przybyć z kosmosu zwiastując początek końca świata. A może to kawał pana Boga jakie płata rok w rok w sezonie ogórkowym. Albo prowokacja w proteście przeciw nieudolnym rządom rządu…

Tymczasem Marcel, który przez cały ten czas siedział na piasku. Marcel spoglądał na dinozaura. Spoglądał się do niego uśmiechał. Aż mu się znudziło i zebrał parę kości do wiaderka razem z foremkami i poleciał gdzieś przed siebie. Z tymi co zostały, nie wiem co się stało, a te co wzięliśmy pogubiliśmy w drodze do domu. I nie mamy ich.

Grzesiek

Kwiecie˝_2009_(199)

czerwiec-lipiec ‘09

Skomentuj »

To samo drzewo [2]

Otóż prace nad pracą postępują. Powoli. Od pojutrza się to polepszy jako że w nowym mieszkanku osobna kuchnia jest. Nowe mieszkanko jest, bo zaraz obok takie ładne lotnisko sobie stoi. Z niego się dobrze przez szklane drzwi obserwuje wschody słońca. Trochę po wschodzie startują samoloty i do tych samolotów wsiadaja ludziki, ale wcześniej przychodzą spytać co i jak. I trzeba ludzikom powiedzieć, gdzie jest stanowisko sto dwadzieścia jeden i proszę bardzo tu są cztery bileciki w obie strony, zapraszam, za piętnaście minut będzie odprawa…

Trzy latka temu też podpatrywałem wschód słońca kiedy to dokańczałem poniższy  eseik ekumeniczny. Część pierwszą już niedawno wkleiłem, część druga następuje. Wyrażam przy okazji nadzieję, że magisterki nie będę kończył w tak desperackim ekspresowym trybie bladym świtem…

Zapraszam.

***

“Wspólne cechy judaizmu, chrześcijaństwa i islamu” [2/2]

3. Obrzędy religijne
3.1 Modlitwa
Charakteryzując miejsca, w których wierni gromadzą się na wspólne modlitwy należy mieć na uwadze sytuację w jakiej pierwszy z monooteizmów – judaizm stawiał swoje pierwsze kroki. Otóż zrzeszonym w gminach i stanowiącym mniejszość wśród wyznawców kultów politeistycznych Żydom zależało na podkreśleniu swojej odrębności od nich. Z tego też względu odrzucali wszelki ubogacanie i przepych w synagogach. Miały one być pozbawione malowideł i posągów tak typowych dla wierzeń pogańskich. Chodziło przede wszystkim o wykpienie kultu świętych posągów, a także o ukazanie, że prawdziwie pobożni ludzie gromadzą się by wspólnie zgłębiać tajemnicę Boga, a nie podziwiać dzieła sztuki. [16] Z całą mocą poparł to Mahomet, który zajadle zwalczał wizerunki ludzi i zwierząt jako przejawy bałwochwalstwa i czynił to na tyle skutecznie, że do dziś meczety zdobią jedynie ornamenty roślinne. [17] Podobna tendencja pojawiła się na jakiś czas w chrześcijańskiej sztuce wczesnoromańskiej. Wystrój kościołów cechowała zresztą prostota, dopóki katolicyzm nie zdominował w pełni w wierzeń pogańskich w Europie. Gdy już to się stało, aby wchłonąć ich tlące się jeszcze resztki, rozwinął kult świętych i relikwii z nimi związanych oraz efektowny monumentalizm architektoniczny. Ta tendencja zanegowana została jednak przez reformację. Nowopowstałe kościoły wróciły do panującego w pozostałych monoteizmach skromnego wystroju miejsca modlitwy.
Innym pomysłem żydowskim który przyjął się bardziej w islamie niż chrześcijaństwie jest świecki charakter synagogi i meczetu. Praktyka nienadawania im rangi sacrum także miała odróżniać wyznawców Jahwe od politeistów. Jest tam więc miejsce na ożywione rozmowy i ideologiczne spory. Wiele meczetów posiada nawet fontannę do obmycia stóp przed wejściem do głównej sali modlitw. Na tym się jednak inspiracje żydowskie nie kończą. Po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej w 70r. n.e. Żydzi ulegli rozproszeniu. Wciąż jednak dawali wyraz temu, że się z tą sytuacją nie godzą orientując swe synagogi w kierunku Jerozolimy. [18] Podobnie czynili potem chrześcijanie, dla których Jerozolima również była świętym miastem, przez wiele wieków europejskie kościoły budowano tak, by stały zwrócone ołtarzem na wschód. Natomiast wierni modlący się w meczecie są twarzą zwróceni w kierunku Mekki. Także w judaizmie należy szukać korzeni formy liturgii, na którą składa się w znacznej mierze czytanie świętych pism i rozważania nad nimi oraz gesty hołdu i poddania, mniej jest zaś medytacji i kontemplacji.[19] W pierwszych stuleciach naszej ery w judaizmie wykształciła się tradycja odprawiania trzech modlitw dziennie. Uregulowano je wtedy i określono porządek ich odprawiania. Mahomet z początku też trzymał się tego wzorca, po czym dla odróżnienia się od Żydów zwiększył ilość obowiązkowych modlitw do pięciu. Była to jednak „kosmetyczna” zmiana, gdyż modlitwy te w dalszym ciągu, podobnie jak u Żydów następowały w określonych porach dnia i przebiegały wedle z góry określonej liturgii. [20] Chrześcijaństwo nie upowszechniło nakazu regularnej modlitwy wśród świeckich wyznawców, jednak ślady podobnego reżimu modlitewnego można zauważyć w regułach poszczególnych zakonów. Wpływy judaizmu na młodsze religie zaobserwować można także w błogosławieństwie przez nakładanie rąk, które pierwotnie było gestem służącym do „wyświęcania” rabinów, a także w pozdrowieniach i wezwaniach modlitewnych takich jak znak pokoju.[21]
3.2. Święta
Niewątpliwie wspólną cechą trzech religii monoteistycznych jest ich podejście do świąt. Podczas gdy w dawnych wierzeniach rytm świąt podporządkowany był cyklom natury i przełomy w nich były powodem do oddawania czci bożkom uosabiającym naturalne zjawiska, monoteiści świętują rocznice ważnych wydarzeń w historii swojej religii (np. Żydzi wspominają wyjście z Egiptu, a szyici śmierć Alego w bitwie)[22]. Nierzadko zresztą po porzuceniu pogaństwa nowe święta obywały się o tej samej porze roku, co wcześniejsze uroczystości, przez co często elementy starych tradycji wtopione w nowe formy świętowania są nadal widoczne. Idealnym przykładem tego zjawiska może być żydowska Pascha, wyrosła z połączenia świąt nomadów i rolników, a także chrześcijańska Wielkanoc, która wpasowała się w miejsce wcześniejszych pogańskich obchodów nadejścia wiosny. [23] Prócz inspiracji pogańskich znów daje się zauważyć silny wpływ obrzędów judaizmu na swych młodszych krewnych. Uczeni dowodzą, że chrześcijańska Eucharystia wywodzi się w prostej linii od  łamania przaśnych chlebów, bez których nie ma mowy o świętowaniu żydowskiej Paschy, Niedziela Palmowa powstała w relacji do żydowskiego Święta Namiotów, Zielone Świątki to przekształcenie Święta Tygodni, z judaizmu też zaczerpnięto pomysł na świętowanie Nowego Roku.[24] Interesujące wydaje się również utrzymywanie – właściwie głównie na potrzebę świąt – swojego własnego kalendarza. Często nawet gdy życie świeckie toczy się według kalendarza gregoriańskiego, duchowość kieruje się własnym poczuciem czasu. Kościół prawosławny obchodzi swoje święta 2 tygodnie po katolikach według starszego porządku juliańskiego. Żydzi wyznaczają swoje uroczystości według swojego kalendarza, który przyjmuje za początek stworzenie świata czyli rok 3760 p.n.e. i 7 razy w ciągu 19 lat ma 13 a nie 12 miesięcy. Natomiast muzułmanie (których rachuba lat rozpoczyna się ucieczką Mahometa z Mekki do Medyny 16 lipca 622r.) porzucili liczenie czasu według lat słonecznych i mają 12 miesięcy księżycowych tracąc w ten sposób 11 dni wobec lat słonecznych przez co rozkład ich dni świątecznych nie może wykorzystywać zmian w przyrodzie, gdyż miesiące są ruchome względem pór roku.[25]
Często świątecznym modlitwom towarzyszą również inne formy duchowej celebracji. Szczególną popularność w religiach monoteistycznych (choć w pozostałych także jest to widoczne) zdobyły takie formy przygotowania się do obrzędów jak post i pielgrzymka. Zajmę się nimi szerzej w następnym rozdziale. Warte uwagi jest także ustanowienie we wszystkich trzech omawianych kultach swego rodzaju mniejszego święta, funkcjonującego już nie w cyklu rocznym lecz tygodniowym. Według Księgi Wyjścia rozwiązanie to pochodzi od Boga. Zaniepokojony tym, jak jego tułający się przez pustynię lud, skrzętnie magazynuje pozostałe ilości wybłaganej wcześniej z pokorą manny z nieba, by nią potem handlować między sobą ogłasza, ze przez jeden dzień w tygodniu manny nie będzie. Należy wtedy spożyć zebrane zapasy, by zamiast handlem i spekulacją zajmować się w tym dniu modlitwą i refleksją. Dzień ten funkcjonuje w żydowskiej tradycji jako szabat i obchodzi się w go co tydzień w każdą sobotę wzorując się na samym Bogu, który według Księgi Rodzaju stworzył świat w sześć dni, siódmego dnia zaś odpoczywał. [26] Jako że niegdyś niemożliwe było wyznaczenie północy jako jego początku szabatu, ustalono jego rozpoczęcie na moment piątkowego zachód słońca. Z tego powodu piątkowa noc stała się jedną z najważniejszych instytucji w żydowskim życiu społecznym. Wierni idą do synagogi modlić się radosnymi psalmami, by po powrocie do rozświetlonego światłem świec domu, zasiąść razem do świątecznego stołu. Tam, recytując błogosławieństwa i śpiewając hymny dziękczynne, dzielą się chlebem. Nawet osoby, które nie są szczególnie religijne, zbierają się wspólnie w piątkowy wieczór. [27] Dla szukających własnej tożsamości chrześcijan, takim dniem stała się niedziela, co miało upamiętniać zmartwychwstanie Chrystusa, zaś muzułmanie ustanowili dzień święty w piątek. Podobnie jak w przypadku wspomnianych wcześniej modlitw różnice te wydają się czysto symboliczne, podczas gdy ów szczególny dzień tygodnia w każdej z tych religii pełni taką samą rolę chwili wyciszenia i duchowego samodoskonalenia.
4. Życie codzienne
4.1 Wolność a przykazania
W  XVIIw. francuski myśliciel Blaise Pascal uznał, że nie ma sposobu, by udowodnić istnienie Boga, wobec czego wiara w Niego bądź niewiara powinna być kwestią osobistego wyboru. Było to stwierdzenie zwiastujące nową epokę w postawach ludzi Zachodu wobec religii. Pod naciskiem nowych ideologii takich jak humanizm, liberalizm czy socjalizm oraz wraz z upowszechnianiem się tolerancji światopoglądowej religię zaczęto uważać za sprawę prywatną, w związku z czym, jej wpływ na życie poszczególnych jednostek stracił na znaczeniu. [28] Proces ten postępuje od wielu lat w kultury chrześcijańskiej, dotknął również judaizm, przez co podzielił Żydów na grona ortodoksyjnych, konserwatywnych i reformowanych wyznawców Jahwe [29] i zauważalny jest również w świecie islamu. Różny stopień jego zaawansowania utrudnia porównanie wpływu religii na życie codzienne ich wyznawców. Wydawać się bowiem może na pierwszy rzut oka, ze ortodoksyjny judaizm i islam są bardziej restrykcyjne od chrześcijaństwa. Pamiętać należy jednak, że w kręgu kultury chrześcijańskiej duża część owych restrykcji zniknęła na skutek zachodzących w tych społeczeństwach procesów, które nie objęły jeszcze z całą mocą świata muzułmańskiego.
Przed erą nowożytną religie monoteistyczne rościły sobie niemal niekwestionowane prawo do regulowania życia pojedynczym ludziom. Prawo to było legitymizowane przez koncepcję według której człowiek z natury był zły (w sposób symboliczny mówił o tym mit o Raju) i dlatego też należało jego destruktywne namiętności obwarować zakazami. [30] Żydzi rozpoznali cztery dziedziny życia, które mogą być źródłem poważnych niebezpieczeństw, jeśli wymkną się spod kontroli – przemoc, bogactwo, seks i mowa. Zawartych w Księdze Wyjścia Dziesięcioro Przykazań wychodzi naprzeciw owym zagrożeniom. Przejęty przez chrześcijaństwo i islam Dekalog wpłynął na uformowanie się moralności wielu innych narodów i stał się moralnym fundamentem zachodniego świata.[31]
Współtwórcy religijnych systemów szybko jednak uznali Dekalog za niewystarczające źródło prawa. Stary Testament zawiera więc aż 613 dodatkowych nakazów regulujących ludzkie postępowanie. [32] Wydaje się, ze inną drogą chciał pójść Jezus wskazując na miłość bliźniego jako na najważniejszy i nadrzędny ze wszystkich obowiązków chrześcijanina, jednak jego naśladowcy nie poszli już tym tropem. Przez najbliższe stulecia kościoły chrześcijańskie zajmowały się głównie narzucaniem wiernym własnego, coraz bardziej szczegółowo opisanego modelu życia. Jeszcze dalej poszedł Mahomet. Zakres prawa islamskiego –szari’atu – w przekazanym przez niego Koranie jest naprawdę olbrzymi. Od stosunków ekonomicznych po zagadnienia religijne, od stosunków społecznych po przepisy kodeksu karnego – prawo koraniczne obejmuje niemal wszystkie dziedziny życia muzułmanina. Fragmenty Koranu znajdziemy w konstytucjach Iranu i Kuwejtu, a sam Koran służy za podstawę systemów prawnych niektórych państw islamskich[33]
Przyjrzyjmy się więc różnym dziedzinom życia, kształtującym się pod wpływem rozmaitych zasad religijnych.
4.2. Życie rodzinne i społeczne
W odróżnieniu od religii wywodzących się z półwyspu indyjskiego, które kładą nacisk na indywidualizm, monoteizmy opierają się często na rodzinie i zalecają wspieranie swojej społeczności. Łatwo zauważyć, ze patriarchalne ujęcie Boga, współgra z dominującą rolą najstarszego mężczyzny jako autokratycznej głowy rodziny, w związku z czym obie koncepcje wzmacniają się nawzajem. Poparte są one również obrazem Świętej Rodziny w Ewangelii i życiorysem Mahometa, który to miał kilka żon.
Wyraźna jest również odczuwalnie słabsza pozycja kobiet w kulturach wyrosłych na religiach monoteistycznych. Przypuszcza się, iż praprzyczyną tego stanu rzeczy był proces stopniowego zdominowania panteonu bóstw żydowskich przez „męskiego” boga Jahwe. O ile wyższość nad bożkami męskimi dało się jeszcze wykazać tłumacząc, że Jahwe jest lepszy w sferze działania konkretnego bożka i „po cichu” go nim zastąpić, o tyle bóstwa żeńskie należało zupełnie wyrugować uznając, że w ogóle nie należy czcić nic kobiecego. [34] Znamienne jest to, że sami twórcy wielkich religii nie widzieli nic złego w równym statusie kobiet i mężczyzn, jednak ich naśladowcy nierzadko przyjmowali orientację wręcz przeciwną. Podjęte przez nich kroki uczynienia z kobiet obywateli drugiej kategorii, jeśli odnosiły sukces, z czasem stawały się tradycją, która zlewała się z wierzeniami religijnymi, sankcjonując niska pozycję kobiet w społeczeństwach. Najbardziej zaskakująco wygląda ten aspekt w islamie. Jeśli przeanalizujemy opracowania Koranu i zestawimy je z rzeczywistą sytuacją kobiety w większości państw muzułmańskich odkryjemy dużą rozbieżność między tym, czego nauczał Prorok, a utrwaloną przez konwenanse rolą kobiet w życiu społecznym.[35] [36] [37]
Dużo podobieństw odnaleźć można także w regulacjach religijnych dotyczących pozostałych aspektów organizacji życia rodzinnego takich jak zawieranie małżeństw czy wychowywanie dzieci. We wszystkich trzech kręgach kulturowych mamy na przykład do czynienia z uroczystością wtajemniczenia dorastających osób w głębszy duchowy wymiar ich życia. Muzułmańscy chłopcy w wieku 7-10 lat zostają obrzezani i ten obrzęd inicjuje ich aktywność jako prawdziwych muzułmanów. Chrześcijańskimi odpowiednikami tego obrzędu są pierwsza komunia i bierzmowanie,  podczas dla 12-13letnich dzieci żydowskich jednym z najważniejszych przeżyć na drodze do stania się dorosłą osobą jest bar micwa, czyli pierwsze publiczne czytanie przez nich Tory w synagodze połączone zazwyczaj z hucznym rodzinnym przyjęciem[38]
Poza kręgiem rodzinnym omawiane ideologie religijne zalecają altruizm i empatię wobec bliźnich. Chrześcijanom i muzułmanom zwraca się uwagę na dawanie jałmużny wskazując ją jako drogę do uświęcania życia. Subtelna różnica tkwi tu w fakcie, iż chrześcijaństwo jałmużnę zaleca, zaś islam czyni z niej obowiązek muzułmanina. [39] [40] Na tej fale negatywnie odbierane były więc różne przejawy działalności gospodarczej, które przyczyniały się do wzrostu bogactwa jednej osoby kosztem innych, a zupełnie nagannym procederem była przez długi czas lichwa. [41] Uporczywe trzymanie się tych zasad przez instytucje religijne, mimo iż oparte one zostały na niewątpliwie szlachetnych podstawach utrudniało rozwój handlu, co powodowało brak rozwoju gospodarczego w objętych nimi regionach świata, a także zacofanie cywilizacyjne tam, gdzie trzymano się ich najdłużej.
4.3. Wzrastanie w wierze
Prócz regulacji dotyczących zwykłych czynności życia codziennego monoteistyczne systemy religijne wypracowały rozmaite ścieżki duchowego rozwoju zbliżającego do poznania tajemnicy Boga. Za wzorem Żydów za jedną z takich dróg uważa się studiowanie pism uznawanych za święte. W ich kulturze mile widziane jest zarówno posiadanie we własnym domu rozmaitych dzieł żydowskiej „klasyki” jak i regularne zapraszanie rabina lub przyjaciół do domu w celu wzięcia udziału w sziurim, czyli studiach nad Talmudem, Biblią i innymi tradycyjnymi tekstami. [42] Do podobnych praktyk zachęcają także duchowni muzułmańscy i chrześcijańscy.
Innym wspólnym dla trzech omawianych religii sposobem osiągania większej świętości życia jest oczyszczenie ciała i ducha poprzez post. Ogólnie zasady pokarmowe odgrywają istotną rolę w życiu muzułmanów, chrześcijan i Żydów szczególnie w okresach świątecznych, stanowiąc element życia silnie określający ich tożsamość. Inspiracją do owych regulacji była życiowa praktyka, która skłoniła pierwszych przywódców żydowskich chronienia swoich współbraci przed żywnością, mogącą wywołać negatywne skutki zdrowotne. Dlatego też wprowadzono kategorię żywności koszernej czyli dozwolonej do spożycia. Zjadanie zwierząt niekoszernych zostało zakazane. Aby nadać całej sprawie bardziej rytualnych charakter wprowadzono specjalny sposób zabijania zwierząt by uczynić ich mięso koszernym. [43] Podobnym tropem poszedł islam zakazując spożywania wieprzowiny, krwi, padliny oraz zwierząt zabitych według rytualnej formułki i poświęconych Allahowi. [44] Zakaz spożywania pokarmów mięsnych w określonych dniach ostał się jeszcze w kościołach chrześcijańskich. Sceptyczne (choć nie kategorycznie zakazujące) jest podejście tych kościołów do używek takich jak alkohol, papierosy i kawa Podobnie ma się rzecz w islamie, z tym ze tutaj udało się zarządzić pełną prohibicję alkoholową. Ograniczenia dotyczące picia wina znajdziemy także u ortodoksyjnych Żydów. [45] [46] Co zaś się tyczy postów to każda z monoteistycznych religii nadaję im rangę sacrum. Chrześcijanie wzorując się na Jezusie, który w Ewangelii pości przez 40 dni i Święta Wielkanocne poprzedzają tyle samo trwającym Wielkim Postem (który dziś de facto przybiera dziś formę okresu wzmożonej ascezy). Muzułmanie poszczą w miesiącu Ramadan, powstrzymując się wtedy od spożywania posiłków między wschodem a zachodem słońca czyniąc tym samym dziękczynienie Allachowi: w tym miesiącu bowiem zesłany został Koran, w tym także miesiącu Medyńczycy pod wodzą Mahometa odnieśli pierwsze zwycięstwo nad Mekkeńczykami. Post Ramadanu kończy się wielkimi uroczystościami [47] Naturalnie i w tym wypadku nasuwa się podejrzenie, iż takie praktyki muzułmanów i chrześcijan mogą być kalką z judaizmu. I rzeczywiście: w judaizmie znajdziemy coś niemal identycznego. Święto Pojednania, Jom Kipur, poprzedza bowiem 10-dniowy czas pokuty i postu, po którym następuje specjalna liturgia i uroczysta uczta.[48]
Kolejną spotykaną w wielu religiach formą duchowego samodoskonalenia się, jest opuszczenie własnego domostwa i wyruszenie w drogę. Idea ta jest bardzo prosta: o ile osiadłe życie łatwo może sprowadzić się do gromadzenia dóbr materialnych, żywot wędrowca jest wolny tego rodzaju skaz. Może on poświęcić się więc duchowej kontemplacji i odkrywaniu tajemnic Boga. Na uwagę zasługuje fakt, że objawienia Jezusa i Mahometa miały miejsce, gdy znajdowali się oni w odosobnieniu z dala od siedzib ludzkich. Naturalnie religie starają się nadać twórczemu wędrowaniu instytucjonalne ramy tak by nie promować bezcelowego włóczęgostwa. Zarówno więc judaizm jak i islam czy chrześcijaństwo znają instytucję pielgrzymki. Polega na podążaniu w kierunku miejsca szczególnie istotnego dla danej religii. Znowu źródłem tej tradycji jest religia żydowska, gdzie utrwalił się zwyczaj pielgrzymowania do Świątyni Jerozolimskiej na Święto Paschy.[49] Chrześcijaństwo, decydując się na kult Matki bożej i świętych zyskało setki większych i mniejszych sanktuariów, do których wierni mogli zdążać umacniając się w wierze. Popularna pokutą za grzechy była w średniowieczu pielgrzymka do Ziemi Świętej lub do Santiago de Compostela. Chrześcijańskie tradycje pielgrzymowania, choć wciąż żywe, nie dorównują jednak muzułmańskiemu Hadżdżowi. Traktowany jak jeden z głównych filarów wiary zobowiązuje on muzułmanina do odwiedzenia przynajmniej raz w roku Mekki. Obligatoryjność tej pielgrzymki sprawia, ze raz rok w rok Mekka zapełnia się milionami wiernych stając się dzięki tej prastarej tradycji symbolem jedności muzułmanów.
5. Podsumowanie
Po zestawieniu tylu fundamentalnych często podobieństw między chrześcijaństwem, islamem i judaizmem dziwne wydają się pełne rezerwy a czasem nawet wzajemnej niechęci stosunki między tymi religiami. Na przestrzeni historycznej nierzadko nad deklarowaną chęcią niesienia bliźnim miłości i pokoju górę brały inne czynniki. Istotne było muzułmańskie i chrześcijańskie dążenie do ekspansji czyli którą rozumiano jako niesienie światła wiary poganom przy jednoczesnym uzależnianiu ich od siebie religijnie i politycznie. Te ambicje w świecie chrześcijańskim spotkały się (już w Hiszpanii oraz podczas Krucjat w Palestynie) i zaczęły ze sobą rywalizować, co nieuchronnie prowadziło do zaostrzania wzajemnych antagonizmów. Istniejące obok siebie religie zmuszone więc zostały do określenia własnej tożsamości, co zaowocowało coraz silniejszym akcentowaniem wzajemnych różnic i postrzeganiem innych wyznań przez ich pryzmat. Na to wszystko nałożyły się konflikty wewnętrzne w poszczególnych orientacjach religijnych, które znalazły swój wyraz w tworzeniu się licznych herezji i odłamów. Przywódcy religijni zostali postawieni w sytuacji, w której konieczne stało się usztywnienie własnych poglądów i ukazywanie własnej wizji świata jako jedynej słusznej drogi do zbawienia. Zaczęto więc przywiązywać wagę do najdrobniejszych szczegółów w teologii, obrzędowości i życiu codziennym, tak więc opierający się na identycznych postawach lecz różniący się detalach praktyki religijnej innowiercy zyskali status niewiernych.
Dziś jednak panują tendencje odwrotne. Modny staje się ekumenizm, który zachęca do szukania tego co łączy a nie dzieli żyjące obok siebie cywilizacje. W myśl tej idei warto więc szukać cech wspólnych dowodzących, że trzy wielkie wyznania zachodniego świata są w istocie gałęziami tego samego drzewa. Myślę, że nawet pobieżna ich analiza dokonana w tej pracy jest w stanie unaocznić, że spoglądając na pokrewną nam religię widzimy w istocie nas samych odbitych niejako w krzywym zwierciadle, i jeśli coś w tym obrazie nam się podoba bądź nie, są to właściwie nasze własne wady i zalety.

3. Obrzędy religijne

3.1 Modlitwa

Charakteryzując miejsca, w których wierni gromadzą się na wspólne modlitwy należy mieć na uwadze sytuację w jakiej pierwszy z monooteizmów – judaizm stawiał swoje pierwsze kroki. Otóż zrzeszonym w gminach i stanowiącym mniejszość wśród wyznawców kultów politeistycznych Żydom zależało na podkreśleniu swojej odrębności od nich. Z tego też względu odrzucali wszelki ubogacanie i przepych w synagogach. Miały one być pozbawione malowideł i posągów tak typowych dla wierzeń pogańskich. Chodziło przede wszystkim o wykpienie kultu świętych posągów, a także o ukazanie, że prawdziwie pobożni ludzie gromadzą się by wspólnie zgłębiać tajemnicę Boga, a nie podziwiać dzieła sztuki. [16] Z całą mocą poparł to Mahomet, który zajadle zwalczał wizerunki ludzi i zwierząt jako przejawy bałwochwalstwa i czynił to na tyle skutecznie, że do dziś meczety zdobią jedynie ornamenty roślinne. [17] Podobna tendencja pojawiła się na jakiś czas w chrześcijańskiej sztuce wczesnoromańskiej. Wystrój kościołów cechowała zresztą prostota, dopóki katolicyzm nie zdominował w pełni w wierzeń pogańskich w Europie. Gdy już to się stało, aby wchłonąć ich tlące się jeszcze resztki, rozwinął kult świętych i relikwii z nimi związanych oraz efektowny monumentalizm architektoniczny. Ta tendencja zanegowana została jednak przez reformację. Nowopowstałe kościoły wróciły do panującego w pozostałych monoteizmach skromnego wystroju miejsca modlitwy.

dscn6622

Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

To samo drzewo [1]

Naukowo się porobiło ostatnio u mnie. Wszelakie zdolności wiązania słów zaprzęgłem do celów z wiedzą powiązanych. Poruszam się w atmosferze nasyconej rewersami bibliotecznymi i przypisami bibliograficznymi przypruszoną też zapachem tonera z ksero. Na twórczość bardziej twórczą twórczej mocy raczej brak.

Ale coby bloga nie zapuszczać i klimat naukowej działalności przywołać, wkejam tutaj we fragmentach inne tego rodzaju dzieło, tyle że mniejszego formatu, bo na zaliczenie przedmiotu przed dwoma laty powstałe. Przedmot nazywał się “Świat Islamu” a praca traktowała o zbieżnych punktach między religiami Księgi.  W blogowe klimaty powinno się wkomponować łatwo dosyć. Niniejszym Zapraszam:

***

“Wspólne cechy judaizmu, chrześcijaństwa i islamu” [1/2]

1. Wstęp

Zderzeniem cywilizacji nazwano konfrontację dwóch rzekomo odległych i obcych sobie światów, które na skutek procesów globalizacyjnych nieuchronnie ostatnio spotkały się na swojej drodze. Autorzy tej bardzo fotogenicznej wizji wzmacniają ją jeszcze, opisując konflikt Zachodu i świata islamskiego jako nieuchronny, z powodu zupełnie odmiennych orientacji ideologicznych, które w nich panują. Opis ten jest jednak bardzo powierzchowny. Lekceważy fakt, iż zarówno kultura chrześcijańskiego zachodu, jak i islam czy judaizm opierają się na wspólnym rdzeniu. Są przez to sobie bardzo bliskie, a cywilizacyjna przepaść, która ma je dzielić, to w rzeczywistości skumulowane lokalne naleciałości. Przy odrobinie wysiłku można więc przeniknąć przez tą warstwę i dopatrzyć się podobieństw, które łączą sąsiadujące ze sobą cywilizacje.

meczecik

Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Conspiracy of Hope

cohtourPewien znany ktoś przytomnie zauważył, że „człowiek wydaje pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, by zaimponwać ludziom, których nie lubi” . Inny ktoś dołożył do twej obserwacji motyw rywalizcji i skojarzyło mu się to szybko ze szczurami laboratoryjnymi ganiającymi się po labiryntach albo zasuwającymi na kołowrotku be wyraźnego sensu i celu. Trzeci ktoś rzekł na to „Biada, Wielki Babilon upada” Przy czym Babilon okreslał całość ekonomiczno-społeczno-politycznej struktury co zamienia człowieki w bezwolne gryzonie wyścigowe.

Trzeźwo myślące istoty dają sie problem zauważać toteż usiłują, uczesnicząc w tym procederze, jednocześnie zachować do niego opowiedni dystans. Jedną na przykład metodą na dystansu uzyskanie jest zoganizowanie sobie przerwy w szczurzej aktywniości celem zobaczenia (swojego) życia z innej perspektywy. Długość takiej przerwy waha się przeważnie między jednym miesiącem a jednym rokiem, zbliżając się zazwyczaj do tej drugiej opcji, i z tego też powodu taki Career Break przyjmuje nazwę Gap Year. Nazewnictwo angielskie stosujemy z łatwością, bezskutecznie szukając tutejszych odpowiedników, jako ze tendencja ta w anglosaskim świecie póki co się rozpanoszyła, zaś u nas bywa wciąż ciekawoską do opisywania w gazetach. Wynika to z innego podejścia do pracy w tychże regionach świata, a także innej sytuacji gospodarczej, gdzie człowiek niepozyskujący przez rok mamony, nie naraża się na pustostan w lodówce, debety, długi i komorników (jak u nas) lecz najwyzej uszczupla w pewnym stopnu swoje (albo sponsorów) oszczędności. Największą popularnością cieszą się tego rodzaju dziury w CV w wieku młodocianym bądź nieco późniejszym – np. przed studiami, w połowie studiów (po licencjacie), zaraz po zdobicu naukowego tytułu, po kilku latach w pracy i raczej przed zainwestowaniem w dzieciaki, albo zaraz po dzieciaków udanym odchowaniu.
Czas wyrwany tym sposobem spod wszechwładzy CV pożytkuje się na wiele sposobów, ale zazwyczaj sprowadzają się one do podróżowania, dorywczych prac zagranicznych, pomagania / wolontariatu, extra edukacji niezwiązanej z głownym nurtem kariery, artystycznego wyżywnia się, pisania książek czy szeroko pojętego rozwoju duchowego. Istnieją rozmaite tych ścieżek połączenia i skrzyżoanai.. Zdecydowana większość wybiera podróżowanie (czasem zmiksowane z pracą, czasem z wolontariatem). Ten typ spotyka się jak świat długi i szeroki, wszelako najczęsciej w głoębokiej egzotyce, z pojemnym plecakiem na grzbiecie. Zwykle taki napotkany backpacker zapyta nas o tani hotel albo busa / pociąg w miejsce rozpalające wyobraźnię. Bo na ćwiczeniu wyobraźni ale też radzeniu sobie z rzeczywistością jego wędrówka polega.

Mnie natomiast przydarzyła się zmiana pracy, która całkiem nagle i zupełnie niespodziewanie przyjęła postać kilkutygodniowej luki w zajęciach zawodowych. Na parę dni wybyłem do domu ale potem juz rzuciłem się ją wypychać. Z marszu skreśliłem podróże, raz: bo kiedy listonosz ma wolne to nie idzie na spacer przecież , dwa: bo za oknem wciąż zima, a kasy ni ma. Nauki doatkowe też odpadły, bo z obecną magisterką mam takich wrażeń dość. Zaś duchowość ma się dobrze, a na jej pogłębianie czas dopiero przyjdzie. Trafiło więc na zmieniania świata w lepsze miejsce, czy tam wspieranie aniołków przeciw diabełkom.

Poszedłem ja sobie do Amnesty International.
wystawa002 Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Zerkadełko

Umyśliłem rozciągnąć klimat z pierwszego tekstu warszawskiego na dalsze pisanie powoli składając cykl, w którym temat przenikania się historii z dzisiejszością zamierzam podrążyć i niepstrzeżenie dobrać do rdzenia egzystencji miasta tego, którym to będzie… a będzie co ma być :)

Tymczasem w ramach uzupełnienia quasi-retrospecji zapraszam w miejsce, które nie wiem jak uchowało się przez te wszystkie zmienne lata, wiatrom historii się nie kłaniając. A teraz przybliża widoczki i ujęcia w tym rodzaju
slajdy_warszawa0001
Wprawne oko przyuważy, że dwa obrazki różnią się od siebie odrobinę nieco odmiennymi kperrspektywami obserwacji. Teraz proszę sobie wyobrazić, że kiedy nałożymy te widoczki na siebie (pod odpowiednim kątem rzecz jasna) zleją się w jeden obraz, prawie jak awdziwy, w zupełności żywy. Na wyciągniecie ręki niemalże, czyli dokładnie tak jak w fotoplasikonach królujących w europejskich miastach sto-ileś lat temu. I dokładnie jak w Fotoplastikonie Warszawskim zameldowanym od przeszło wieku niezmiennie pod adresem Aleje Jerozolimskie 51, wewnątrz starej kamienicy w klimacie dawnym nie wiadomo jakim cudem zachowanej. W miejscu tym przyjrzeć się można fotkom w taki sposób w sposób identyczny w jaki obcowało z mediami pokolenie naszych dziadów pradziadów. Fotki, jak cały fotoplastikon, pochodzą też z odległych epok (i przeważnie z Warszawy) przez co całe zanurzenie się w to miejsce przypominać zaczyna wyprawę w czasie. Niby banalnie proste  ale naprawdę działa! :)

ulotka5-kompresja1Toteż polecam gorąco mieszkańcom stolicy tudzież inszym czytelnikom, którzy trafić mogą tu przejazdem (fotoplasikon mieści się rzut kamieniem od Dworca Centralnego stanowiąc idealny cel mini-wypadu podczas przesiadki) Wprawdzie nieopodal jest multikino z dolby-surroundem i wypasionym popcornem, ale do takich wrażeń jak w tej szkatułce czasu się w ogóle ale to w ogółe nie umywa. Myśmy byli i wybieramy się niebawem znów.

Dużo dużo więcej mozna przeczytać na blogu/stronce tego zjawiska pod takim o adresem: http://fotoplastikonwarszawski.blogspot.com . Zdjęcia zdobiące ten wpis pochodzą także z tej strony.

Grzesiek

PS. Wstęp 1 PLN :)

Komentarze (2) »