Archiwum dla Trzecia Droga

Magiczny realizm

Przedstawiamy post nietypowy, bo złożony z odkurzonych i niedokończonych fragmentów, które autorka i autor zagubili i zapomnieli po czasie co teżż, autor albo autorka mieli na mysli, tak że zakończenia dopisać już nie mogą. Dłuższy tekst powstawał trzy lata temu na potrzeby nieistniejącego już magazynu internetowego, dwa krótsze w zeszłym roku celem zamieszczenia na ninijszym blogu. Odkopane w stanie surowym i nieco przemieszane prezentujemy teraz.

***
[tekst o cudach #1]

Na ulicy Rakowieckiej znajduje się stary dom dziecka, ambasada Danii, budynki mojej uczelni, sławne więzienie, mała pętla tramwajowa, oraz – przy samym jej końcu – kościół jezuitów. Kościół, w którym dzieją się cuda.

Już z zewnątrz budowla może zaintrygować. Swoją bryła kościółek przypomina bowiem kopalnię.. Jest coś w tych murach – może to kształt wieżyczki, a może cała bryła – coś, co skłania do podejrzeń, że w tym miejscu wydobywa się spod ziemi cenne skarby (choć wydaje się mało prawdopodobne, by pod Mokotowem jakieś skarby zalegały) W środku jest już mniej sensacyjnie. Drewniane ławki, ołtarz, barwne witraże w oknach, wystrojem nie odbiega daleko od normy. Budowla nie jest wiekowa, więc wnętrze nie tonie w gotyckim mroku ani nie kipi od barokowych ozdóbek.

Cuda zaś dzieją się tam w każdą pierwszą środę miesiąca. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Na trawie

Zaczęło się o tego, że niewielki żuk wszedł mi przez ucho pod skórę na szyi. Choć może nie był to żuk wcale a cokolwiek innego o kształcie zbliżonym, w każdym razie pod skórą za uchem z lewej strony to tkwiło i bolało jak dotykałem. Wkrótce potem bolało nawet jak nie dotykałem, a za jakiś czas bolało non stop i to tak, że nie mogłem poruszyć głową. Lekarz zapytany o poradę, odrzekł, że nie wie co to, ale zapisał maści i piguł na odczepnego. Maść nie pomogła wcale, a piguły połowicznie. Tn. rozglądanie się wokół stało się znowu możliwe, gdyż ból jakby zelżał, choć w rzeczywistości chemia na usługach farmaceutów przepędziła go chyba gdzie indziej, gdyż w rejonie żołądka spustoszenie zaczęło dziać się. Zgodnie z logiką powinienem wybrać się wtedy po nowe piguły uśmierzające dolegliwości w głębi brzucha, które to wywołałyby dysfunkcje wątroby albo serducha, a leki wąrobowo-serduchowe wycisnęłyby ze mnie siódme poty i podniosły ciśnienie, na co radą byłyby pigułki antypotowo-ciśnienne. Tak właśnie działa medycyna współczesna, a jej wyznawcy rozpoczynają codzienne kultywowanie je prawideł od garści kolorowych tabletek na śniadanie.

Ja poszedłem jednak innym tropem. W kilka dni potem, kiedy napięcie w szyi ani myślało ustąpić, wybrałem się do parku i usiadłem na trawie. Nie był to jednakowoż jakiś park i jakaśtam trawa lecz umówione i umówiony czas, w których to zgromadzili się lokalni amatorzy jogi. Sztuka ta pradawna wymyka się bowiem w okresie letnim z zamknięcia w czterech ścianach ośrodków, centrów i szkółek w przestrzeń miejską, gdzie dostępna jest dla każdego i bez ograniczeń. Znaczy się, za darmo. Kręgi wtajemniczone w arkana jogi realizują bowiem w wakacyjnym czasem dwa projekty „Joga na Trawie” i „Joga w Parku”. Nie pamiętam, na którym z nich byłem, ale to nieważne, bo oba wyglądają z grubsza tak samo. Rzecz na tym polega, by promować ową dyscyplinę wśród osób przychylnie doń nastawionych ale aktywnie niezaangażowanych, coby mogli sobie niezobowiązująco, bez przechodzenia kolejnych stopni wtajemniczenia, posmakować weekendową porą spokoju ciała i ducha na własnej skórze.

Z jogą u nas jest trochę tak jak z oregano. Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

,,Chwała temu, co bez gniewu idzie. ”

Któregoś powolnego przedwiosennego popołudnia w Saskim Ogrodzie zostałam otoczona grupą studentów z kamerami i potrzebą stworzenia niezależnego filmu. Zapytali: ,,jakie jest Twoje marzenie?”. Osiągnąć bezwarunkowy spokój- wylałam w ten sposób swoją obsesję.

Marcel układa 12 puzzli z Kubusiem Puchatkiem.

Lawendowe pole.

Delfiny.

Milczące wędrowanie  z przyjacielem.

Medytacja w Stupa House.

Falset. Jón Þór Birgisson. Eteryczny. Widziałam film o ,,Sigur Ros”. Pokochałam ich islandzką naturę. Są czyści czyli wyciszeni. Nie narkotyzują się stwarzaniem gremlinów aby mieć z kim walczyć.

Zmęczyła mnie już bezsensowana gadanina. Raz, dwa, trzy – wypadam z gry. Wykorzystywanie władzy. Iluzja ofiary . Rodzice często bywają nudni.Zmęczyło mnie,że zwracałam na to uwagę.

Wymiotowałam. Mój organizm odrzucił zepsuty pokarm smażonych-  tłustych, nędznych zachowań.

Teraz tylko przyglądam się.

Jeśli ktoś tu przyjdzie- zrobię mu herbatę z lawendy.

Rozumiem.

Tak silnie, tak silnie;   odczuwam powołanie do duchowości. Czy Ty też?

 

Kasia

Skomentuj »

Plamy na koszulce

“Żaden mistyk nie próbował „udowodnić” istnienia Boga; byłoby to dlań tyle, co dowodzić, że miód jest słodki, albo woda mokra.”

L.K.

Kiedy przyszłam do pracy do pracy mój kolega, współtowarzysz powiedział : ,,Kołakowski nie żyje. Zostawił nas. Co my teraz zrobimy ? ”

Może sami zaczniemy mysleć – pocieszałam – wewnętrznie jednak ubolewając nad nagłym odejściem mędrca. Czcigodnego i pięknego człowieka.
Potem zażądano stanowczo i władczo od mego wspólnika , by poszedł do domu i zmienił koszulkę, gdyż ta, którą nosi nonszalancko i dumnie – plamy posiada. Odpowiadał zmarnowany : ,,Leszek Kołakowski nie żyje. Słyszałaś? Jak tak teraz można? Czytałaś jego dekalog? … ”

***

Oto ,,dekalog” myśliciela :

,,Rozumiem, że chcielibyśmy mieć niezawodnych mistrzów… Ale nie jest pewne, czy są tacy mistrzowie, nie jest pewne, że oni muszą mieć rację, i nie jest pewne, że powinniśmy ich słuchać. Nawet dobre rady bardzo dobrego mistrza nie muszą pasować do mnie i mojego życia.”
Po pierwsze: przyjaciele.
A poza tym: Chcieć niezbyt wiele
Wyzwolić się z kultu młodości
Cieszyć się pięknem
Nie dbać o sławę
Wyzbyć się pożądliwości
Nie mieć pretensji do świata
Mierzyć siebie swoją własną miarą
Zrozumieć swój świat
Nie pouczać
Iść na kompromisy ze sobą i światem
Godzić się na miernotę życia
Nie szukać szczęścia
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata
Z zasady ufać ludziom
Nie skarżyć się na życie
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu . ”

Oraz kilka jego myśli głębokich i świętych:
,,Buddyzm jest jedną z najpiękniejszych i najmądrzejszych wiar, jakie ludzkość stworzyła.”

,,Gdy filozof dojdzie do końca drogi do mądrości, dowiaduje się rzeczy, jakie ludzie prości i mądrzy wiedzieli od zawsze.”


,,Żaden mistyk nie próbował „udowodnić” istnienia Boga; byłoby to dlań tyle, co dowodzić, że miód jest słodki, albo woda mokra. ”


,,Przyjaźń prawdziwa tym się odznacza, że trwa prawie nieporuszona przez czas; ileż to razy zdarzało się nam w naszym wieku nomadycznym zobaczyć przyjaciela po wielu latach niewidzenia i natychmiast przyjaźń i porozumienie wracają, jakby tych lat nie było, jakby przyjaźń na czas była odporna! ”


,, [...] po to, aby furtka niebios otwierała się dla jednostek, miliony muszą pędzić przez bramy piekielne. ”,,Im więcej jedności, tym więcej dobra. ”

***

Ten sam kolega powiedział jeszcz, że w miejsce starych myślicieli będą nowi, że juz tu są. I że jedym znich jest Marcel
:]
cel

Kasia
sobota 18.07.2009

Komentarze (4) »

Conspiracy of Hope

cohtourPewien znany ktoś przytomnie zauważył, że „człowiek wydaje pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, by zaimponwać ludziom, których nie lubi” . Inny ktoś dołożył do twej obserwacji motyw rywalizcji i skojarzyło mu się to szybko ze szczurami laboratoryjnymi ganiającymi się po labiryntach albo zasuwającymi na kołowrotku be wyraźnego sensu i celu. Trzeci ktoś rzekł na to „Biada, Wielki Babilon upada” Przy czym Babilon okreslał całość ekonomiczno-społeczno-politycznej struktury co zamienia człowieki w bezwolne gryzonie wyścigowe.

Trzeźwo myślące istoty dają sie problem zauważać toteż usiłują, uczesnicząc w tym procederze, jednocześnie zachować do niego opowiedni dystans. Jedną na przykład metodą na dystansu uzyskanie jest zoganizowanie sobie przerwy w szczurzej aktywniości celem zobaczenia (swojego) życia z innej perspektywy. Długość takiej przerwy waha się przeważnie między jednym miesiącem a jednym rokiem, zbliżając się zazwyczaj do tej drugiej opcji, i z tego też powodu taki Career Break przyjmuje nazwę Gap Year. Nazewnictwo angielskie stosujemy z łatwością, bezskutecznie szukając tutejszych odpowiedników, jako ze tendencja ta w anglosaskim świecie póki co się rozpanoszyła, zaś u nas bywa wciąż ciekawoską do opisywania w gazetach. Wynika to z innego podejścia do pracy w tychże regionach świata, a także innej sytuacji gospodarczej, gdzie człowiek niepozyskujący przez rok mamony, nie naraża się na pustostan w lodówce, debety, długi i komorników (jak u nas) lecz najwyzej uszczupla w pewnym stopnu swoje (albo sponsorów) oszczędności. Największą popularnością cieszą się tego rodzaju dziury w CV w wieku młodocianym bądź nieco późniejszym – np. przed studiami, w połowie studiów (po licencjacie), zaraz po zdobicu naukowego tytułu, po kilku latach w pracy i raczej przed zainwestowaniem w dzieciaki, albo zaraz po dzieciaków udanym odchowaniu.
Czas wyrwany tym sposobem spod wszechwładzy CV pożytkuje się na wiele sposobów, ale zazwyczaj sprowadzają się one do podróżowania, dorywczych prac zagranicznych, pomagania / wolontariatu, extra edukacji niezwiązanej z głownym nurtem kariery, artystycznego wyżywnia się, pisania książek czy szeroko pojętego rozwoju duchowego. Istnieją rozmaite tych ścieżek połączenia i skrzyżoanai.. Zdecydowana większość wybiera podróżowanie (czasem zmiksowane z pracą, czasem z wolontariatem). Ten typ spotyka się jak świat długi i szeroki, wszelako najczęsciej w głoębokiej egzotyce, z pojemnym plecakiem na grzbiecie. Zwykle taki napotkany backpacker zapyta nas o tani hotel albo busa / pociąg w miejsce rozpalające wyobraźnię. Bo na ćwiczeniu wyobraźni ale też radzeniu sobie z rzeczywistością jego wędrówka polega.

Mnie natomiast przydarzyła się zmiana pracy, która całkiem nagle i zupełnie niespodziewanie przyjęła postać kilkutygodniowej luki w zajęciach zawodowych. Na parę dni wybyłem do domu ale potem juz rzuciłem się ją wypychać. Z marszu skreśliłem podróże, raz: bo kiedy listonosz ma wolne to nie idzie na spacer przecież , dwa: bo za oknem wciąż zima, a kasy ni ma. Nauki doatkowe też odpadły, bo z obecną magisterką mam takich wrażeń dość. Zaś duchowość ma się dobrze, a na jej pogłębianie czas dopiero przyjdzie. Trafiło więc na zmieniania świata w lepsze miejsce, czy tam wspieranie aniołków przeciw diabełkom.

Poszedłem ja sobie do Amnesty International.
wystawa002 Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Trójkąt

Mniej więcej trzy lata temu nasz świat zaczął mieć trzy strony i trzy bieguny. Pojawiłeś się wtedy jako nowy trzeci wierzchołek przemodelowując gruntownie znaną do tej pory geografię. Była zima podobna jak teraz, trochę bardziej mroźna, za to bez śniegu. Szedłem przez park, szybkim krokiem zmierzając w stronę największych z możliwych wyzwań – jak mi się wtedy zdawało – czyli kilku pilnych i intelektualnie wysmakowanych egzaminów, kiedy przez telefon bliski jak nigdy głos powiedział mi, że dwa testy z rzędu dały wynik pozytywny, co bez wątpienia oznacza, że wkrótce będziesz wśród nas. Że jesteś w drodze już. Zdaje mi się, że nie przestałem wtedy dreptać przed siebie, chociaż w sumie powinienem usiąść i dać myślom ochłonąć, ale tamte niby wyzwania w stronę których szedłem co mnie miały prawie przerastać, przestały cokolwiek znaczyć. Nasz świat stał się trójkątny, a one leżały już się poza nim. Jak większość rzeczy. Jak prawie cała reszta.

Są dwa sposoby określenia kiedy zaczyna się nowy człowiek, a razem z nim zaczyna się jego mama i tata. Oba błędne zresztą. Najpopularniejszy określa ten moment w chwili, kiedy małe oczka pierwszy raz zobaczą światło, płuca wchłoną pierwszy haust powierza i z jego pomocą na zewnątrz z gardła popłynie pierwszy krzyk. Alternatywna metoda cofa się od tej chwili o umowne 9 miesięcy, gdy dwie komórki z dwóch ciał łączą się w jedną na dobre i na złe. Jednak przyszłym rodzicom stwierdzenie tego faktu zabiera kilka tygodni, dlatego o tyle krócej trwa ich mentalna ciąża. Zostaje im jakieś 7 miesięcy na przygotowanie się do całkiem nowych i (jeśli to pierwsze dziecko) nieznany warunków.

syn00011

Trzy lata temu właśnie tyle dostaliśmy. Czytaj resztę wpisu »

Komentarze (2) »

Namaste

Zaniedbania kronikarskie wdarły się na nasze wirtualne podwórko, kilkutygodniową wyrwę w programie artystycznym czyniąc. Ani za sprawą braku chęci ani z pomysłowej indolencji ta dziura powstała lecz z powodu magicznych trzech literek przed nazwiskiem co je mam zamiar w tym roku dobazgrać oraz z racji Kawy i Kultury w których to utonęła małżoneczka moja. Przez ostatnie tygodnie dwa na przykład, godziny północne upływały mi na wariackim projektowaniu podmiotu gospodarczego, co krył się będzie za taką mniej/więcej witryną:

namaste

Za witryną będzie bowiem niczego sobie portal do innych rzeczywistości, a mówiąc językiem ludzkim Biuro Podróży. Nasze, własne i raczej nie za ciasne, zmieści się tam bowiem także księgarnia podróżniczo-światowa i jak dobrze pójdzie to również i kawiarenka nieduża. Czytaj resztę wpisu »

Komentarze (2) »

,, Na morskich wybrzeżach. ”

marcelinek-kredki1

Na wybrzeżach bezkresnych światów spotykają się dzieci.
mmyyyyyy2

Nieskończone niebo trwa bez ruchu nad głową, a nie znająca spoczynku woda wciąż się burzy. Na morskich wybrzeżach światów dzieci spotykają się, krzycząc i tańcząc. Czytaj resztę wpisu »

Komentarze (3) »