Hippisi

Wcale nie mieliśmy się tam pojawić. Doniesienia prasowe z frontu zmieniły wszelkie wcześniejsze decyzje i poczułam, że w czasie wojny chcę być tylko wśród nich. Tamtego dnia zawędrować mieli do naszej Boskiej Matki w Częstochowie.

Jadąc pociągiem z Marcelinim; będąc już prawie u celu zobaczyłam przez okno jak idą – w wiankach sierpniowo-zbożowych, po drodze polnej i ziemi, którą swoim ciałem nazywają w pieśniach. Ślicznie wyglądali na tle tamtego niebiańskiego błękitu. Serce się we mnie rozlewało. Dzieci Kwiaty. Dzieci Przestworzy.
,,Hippisi, moi hippisi” – rzekłam czule na głos, lecz do siebie – synek spał we mnie wtulony – i uległam napromieniowaniu sztywnych, zadziwonych spojrzeń towarzyszy podróży.

Przyjaciele Andrzeja Szpaka – może nie są tak otwarci i oddani Życiu jak ich przodkowie z lat sześcdziesiątych; lecz tęsknią podobnie za miłowaniem pokoju, spokoju; za wyzwoleniem soczystym. Próbują osiągnąć zbawienie i osiągają napewno. Nie lalki, pacynki sznurkami wprawiane w ruch. Zabawa w podobieństwa… Łączą mnie z nimi bliźniacze potrzeby, wspólne duchowe dążenia. Potrafili wózki z dziećmi wnosić na górskie szczyty. Oni są dziećmi, więc dzieci są nimi. Nie widać dystansu.


Spotkaliśmy się na Alejach, tam zdążyli się już z roztańczyć. Akompaniowały im bębny, gitary, marrakesy. ,,Om mani pandme hum ”; ,,alleluja” oraz muzyka po prostu -bez słów. Mieli wizję, żeby wejść na Górę Jasną w tym roku w świętej ciszy. Szkoda, że nie doznała ona realizacji.
Byłoby to przerwanie rytuału, lecz zarazem wyzwolenie od sansary. Poniosła ich siła ekspresji i naturalności oraz to, co praktykowane od dawien. Dziwnie więc, że się trochę zamykają rzeczy nowe i nieznane. Nie będę ich idealizować ani tworzyć fikcji; bo wiem, że są wśród nich waśnie oraz: papierosy, kawa, bimber. Jednak doświadczyłam i poczułam tam manifestację kosmicznej energii. Chyba o to właściwie chodzi, żeby się czuć jak w domu; żeby się dobrze czuć.

Światłość i moc. Oddech, rosa, świt, trawa, bose nogi. Zaprzeczenie dekadentyzmu . Nie ma dla mnie znaczenia, że ich spotkania mają formę katolicką -chociaż kościołowi nie ufam. Wolę ich wznoszące modlitwy niż zamglone, pijane adoracje piwa w pubie.

Potem biegliśmy w górę dzicy i ,,nadzy”. Powitaliśmy Maryję. ,,Rzekła Maryja, zabrakło wina”… Stworzyliśmy pacyfkę za ręce się trzymając i śpiewając ,, Ojcze nasz”. Marcela zainteresowały korale koralowe dziewczyny kolorowej i uczestniczył w tym magicznym połączeniu, po czym wbiegł do środka symbolu pokoju i bawił się tam figlarnie na trawie pośrodku nas – majestatycznie połączonych. Nie mogłabym synka zostawić po czyjąć opieką i gdzieś wyruszyć na włóczęgę. Jeszcze nie; jeszcze za wcześnie dla nas… Kiedy będę mogła mu wytłumaczyć, że powrócę za dni kilka – owszem; ale na razie nie mam pewności, czy by to zrozumiał. Wolę więc zabrać go ze sobą, na biodrze nieść i pokazywać takie częstochowsko-hippisowskie cuda. Synek był już też na koncertach rozmaitych: ,,Akurat”, Indios Bravos” i ,,Lao Che” przecież.

Tymczasem na Górze Jasnej otwieraliśmy szampana i na pompatyczno-patetyczne powitanie wysokich władz kościelnych odpowiadaliśmy żartem; trzymając swój styl.
,,(Dostojnicy Duchowi):- Na Waszej pielgrzymce jest dużo dzieci, coraz więcej dzieci…”
(Hipisy): – …a Szpak (kapłan i wódz pielgrzymki) alimenty płaci”.

Bywały czasu, że zabraniano im wstępu na Jasną Górę ze względu na swobodę obyczajową. Udało się jednak rozczulić i oswoić kościół. Chwała im za to, że kultywują ciągle gwiezdne energie lat sześciesiątych ; mimo faktu, że kameralnie i mniej spontanicznie . Dobrze (…) ; że istnieją; na ziemi tej- tak blisko…

Kasia

[i Grześ - filmki z youtube :)]

Zostaw komentarz