Pozycje z etykietami magiczny realizm

Przenosimy się

„Wszystko tu było inne. Przede wszystkim każdy zauważył, że potrzebuje teraz mniej snu. Nikomu nie chciało się teraz ani spać, ani jeść, ani nawet rozmawiać, a kiedy rozmawiali, mówili przyciszonym głosem. Coś dziwnego działo się też ze światłem. Było go zbyt wiele. Wschodzące słońce wyglądało na dwa, może nawet na trzy razy większe niż zwykle. I każdego ranka białe ptaki śpiewające ludzkimi głosami w języku, którego nikt nie rozumiał, przelewały się łopoczącym strumieniem nad ich głowami…”

„I jeden po drugim napili się wszyscy. Przez długi czas nikt nic nie mówił. Czuli się tak dobrze i silnie, ze przerwie nie mogli tego znieść. A potem zauważyli jeszcze jeden skutek. Od czasu, gdy opuścili wyspę Ramandu, było wciąż za dużo światła,  – słońce było za wielkie(chociaż nie było za gorące), morze zbyt jaskrawe, powietrze zbyt jaśniejące. Teraz owa nadzwyczajna jasność nie zmniejszyła się – jeżeli nie stała się jeszcze większa – ale to już im nie przeszkadzało. Mogli patrzeć prosto w słońce bez mrużenia oczu. Widzieli wiecej światła niż kiedykolwiek przedtem.”

Czytaj resztę wpisu »

Uwagi (2) »

Wszystkie wschody słońca [2]

Autobusem docieram w miejsce , które również odsłania lewą stronę tego tu świata, jest z gruntu inne niż większość lokalizacji na świecie. Gdzie indziej przybywa się żeby tam właśnie być, bawić się, pracować, tracić czas. Na lotnisko ludzie przyjeżdżają, żeby znaleźć się gdzie indziej, w innym kraju czy kontynencie, i to najszybciej jak to możliwe.

Od dawna noszę sobie zakorzenione gdzieśtam przekonanie, że niebo zaczyna się zaraz nad drzewami, że wystarczy wdrapać się na jakiś wyższy dach, wyciągnąć rękę i można capnąć ten błękit. Tymczasem niebo nad lotniskiem wydaje się być zawieszone dużo dużo wyżej. Wydaje się, ze zrobiono to celowo, żeby zrobić miejsce dla samolotów. Przez to port lotniczy oglądany z zewnątrz w pogodny dzień poraża ilością zgromadzonej wokół przestrzeni, nieskończonej , bezgranicznej. Ale  wcześniej, przed wschodem słońca, kiedy loty się jeszcze nie odbywają, zupełnie nie ma tego wrażenia. Niebo znów jest nisko, zupełnie jakby spało sobie na dachu, regenerując się po wczorajszych ostatnich późnych lądowaniach. O godzinie 5:00 przestrzeń zostaje otwarta i niebo jest uroczyście wciągane do góry. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Cudaczny realizm

Przedstawiamy post nietypowy, bo złożony z odkurzonych i niedokończonych fragmentów, które autorka i autor zagubili i zapomnieli po czasie co teżż, autor albo autorka mieli na mysli, tak że zakończenia dopisać już nie mogą. Dłuższy tekst powstawał trzy lata temu na potrzeby nieistniejącego już magazynu internetowego, dwa krótsze w zeszłym roku celem zamieszczenia na ninijszym blogu. Odkopane w stanie surowym i nieco przemieszane prezentujemy teraz.

Na życzenie Kasieńki dwa jej wpisy wyciachałem… [29.12.09]

***
[tekst o cudach #1]

Na ulicy Rakowieckiej znajduje się stary dom dziecka, ambasada Danii, budynki mojej uczelni, sławne więzienie, mała pętla tramwajowa, oraz – przy samym jej końcu – kościół jezuitów. Kościół, w którym dzieją się cuda.

Już z zewnątrz budowla może zaintrygować. Swoją bryła kościółek przypomina bowiem kopalnię.. Jest coś w tych murach – może to kształt wieżyczki, a może cała bryła – coś, co skłania do podejrzeń, że w tym miejscu wydobywa się spod ziemi cenne skarby (choć wydaje się mało prawdopodobne, by pod Mokotowem jakieś skarby zalegały) W środku jest już mniej sensacyjnie. Drewniane ławki, ołtarz, barwne witraże w oknach, wystrojem nie odbiega daleko od normy. Budowla nie jest wiekowa, więc wnętrze nie tonie w gotyckim mroku ani nie kipi od barokowych ozdóbek.

Cuda zaś dzieją się tam w każdą pierwszą środę miesiąca. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.