Posty otagowane mieć czy być

Pustynia

Patrzyłam dzisiaj na niego. Jak biegał po placu zabaw.

Samodzielny i zaradny. Oddalam się czasem, ale on czuje się bezpiecznie. Ochraniam go. Wie o tym… Instynkt samozachowawczy też wyostrzył sobie a jego zdolność widzenia działa lepiej niż u dorosłego człowieka. On widzi całym sobą, on jest całym sobą. Mamy foremki i bawimy się w piaskownicy. Spokojnie tak. Niepotrzebne nam zamki strachów, diabelskie młyny, wściekłe psy, nadpobudliwe gadaniny i wszelakie przyjemności by czuć , że jesteśmy.

Pustynia, piasek. Piaskownica … ,,Coś promieniuje w ciszy”. Mędrzec Krishnamurti nauczał, by najpierw zrozumieć Pustkę, osiągnąć ją a potem pełnia się wyłoni obfita i okazała.
Czasem – kiedy go obserwuje jak wspina się po ściance wspinaczkowej dla dzieci rzucam zaklęcia: ,, niech jego życie jest ciekawe”. ,,Widzisz życie…”

Kasia

* * *

Zwidziało mi raz się, że Marcel kopiąc w piaskownicy głęboko bardzo w poszukiwaniu wilgotnego piasku zdolnego do wpasowania się w każdą foremkę i przybrania z nią kształtu morskiego żółwia, rajskiego ptaka albo wiatraka porywistego, odkopał spod zwałów piachu prawdziwego dinozaura. A konkretnie jego szkielet prehistoryczny, szacowny i osobliwy. Taki co paszczą ze czterdziestu czterech zębów straszy i przepaścią wieków z głębi oczodołów przeszywa.

Szkielecik wzbudził zainteresowanie. Zgromadzili się wokół piaskownicy widzowie, co poczęli owy zjawiskowy fenomen komentować, rozpinając nad nami namiot gorączkowych szeptów. Powyciągali cyfraki i komórczaki bo najwyraźniej wygodniej spoglądało im się na szkieletora przez te ekraniki zminiaturyzowane. Wszak kiedy nie potrafimy czegoś doświadczyć, chcemy to posiąść i zdobyć, zachować na potem. Bo potem można to odtworzyć razy z Youtube i wtedy być może ów cud się zrozumieć da. Zrozumieć chcieli zebrani gapie skąd, dokąd, dla kogo i dlaczego. Pytali jeden przez drugiego jak to możliwe że owa pozostałość dawnego zwierza zalegała tak płytko pod placem zabaw. Czy to bombardowania czasu wojny zmieszały warstwy gleby z późnego triasu z wczesnym czwartorzędem, czy raczej drgania od stojących w korkach aut wybiły go pod powierzchnię. A dlaczego nie miałby przybyć z kosmosu zwiastując początek końca świata. A może to kawał pana Boga jakie płata rok w rok w sezonie ogórkowym. Albo prowokacja w proteście przeciw nieudolnym rządom rządu…

Tymczasem Marcel, który przez cały ten czas siedział na piasku. Marcel spoglądał na dinozaura. Spoglądał się do niego uśmiechał. Aż mu się znudziło i zebrał parę kości do wiaderka razem z foremkami i poleciał gdzieś przed siebie. Z tymi co zostały, nie wiem co się stało, a te co wzięliśmy pogubiliśmy w drodze do domu. I nie mamy ich.

Grzesiek

Kwiecie˝_2009_(199)

czerwiec-lipiec ‘09

Skomentuj »

Mieć czy Być

Sporo pojawiło się tutaj ostatnio światowej tematyki i szerokiej perpsektywy w stosunku do fajntazji magicznych i czarów ogniska naszego małego. Dlatego teraz mały zwrot w klimaty bardziej swoje. Oto moja ulubiona z serii bajeczek filozficznych, które były niedawno z do nabycia w kioskach w zestawie z Polityką. Posłuchajcie…

Żył raz kiedyś człowiek bardzo bogaty. Żył kiedyś czowiek bardzo biedny. Każdy z nich miał syna, a żyli po przeciwnej stronie wielkiego wzgórza. Pewnego dnia bogacz wyprowadził swego syna na szczyt wzgórza i ogarniając krajobraz obszernym ruchem ręki, tak do niego powiedział:

- Popatrz, wszystko to wkrótce będzie twoje!

W tej samej chwili biedak wyprowadził swego syna na szczyt wzgórza po przeciwnej stronie i, w blasku wschodzącego słońca oświetlajacego równinę, powiedział do niego z prostotą:

- Popatrz!

[Michel Piquemal ; Bajki Filozoficzne]

A oto ilustracja do historyjki :)

Rainman

Komentarze: (1) »

Peace

Powołałam Cię synku na świat ten , a tu wojna wywołana przez niespokojne głowy.

Mieć czy Żyć ? Zwycięstwo ego; egocentryzmu też.
,,Staruszki mieszkające w czteropiętrowych blokach w Gori jak co dzień plotkowały na ławce, gdy spadły rosyjskie bomby..”
Jak powiedzieć o tym Tobie, Kochany ?
Ciągle wielu takich jest , co błogosławią : ,,Imagine” – chyba zacznę od tego…

Kasia

Skomentuj »

Balonik

,, Pociągi w Indiach są zawsze przepełnione.
Pewnego dnia pasażerowi, jadącemu z powodu tłoku na dachu wagonu , spadł na ziemię sandał. Człowiek ten – nie zwlekając -zdjął drugi sandał i rzucił go wzdłuż kolejowego toru.Jego sąsiada, siedzącego z nim razem na dachu wagonu, bardzo to zdziwiło.
A podróżny tak mu to wyjaśnił:

-Nic mi po jednym sandale. A jeżeli ktoś znajdzie sandał, który mi spadł, też
nie będzie miał z niego żadnego pożytku. To już lepiej znależć parę! ”

[Bajki Filozoficzne - Michel Piquemal]

Ogród botaniczny. Rodzinny spacer : mama , Marcelino, Grzesio i ja.
Babcia postanawia dać uśmiech wnukowi i kupuje mu największy z balonów. 20 zł. Sprzedawczyni mówi, że pożyje on ponad tydzień. Bierzemy.


Balona prowadzimy na plac zabaw a potem chce, czy -nie chce -ogląda z nami bujną ; egzotyczną i rodzimą roślinność ogrodu botanicznego: bzy, róże, pnącza, magnolie, krokusy. Zauroczeni też widokiem czarownej madragory opowiadamy mu o mocy tej rośliny a zwłaszcza jej paranormalnym korzeniu o humanoidlanych kształtach.

Bajdy głosimy, że ten korzeń przypominający ludzką postać podobno kiwał głową, gdy zadało mu się pytanie i odpowiedź na nie była twierdząca. Balonik JEST z nami. Towarzyszy nam wdzięcznie godzin kilka i daje memu synkowi tyle powodu do śmiechu – ile jest tylko możliwe.
Nagle, kiedy wracamy już ze spaceru jakaś przeszkoda drogowa dramatycznie przerywa nam więź z balonem i frunie on w niebiosa… Grzesio podskakuje wysoko niczym gumiś – prawie już, prawie – lecz nie udaje mu się go pochwycić.

Czuję przez chwilę żar straty, gdyż naprawdę balono-samolot zdążyłam już polubić… Poza tym wyobrażałam sobie -jak w domu będzie on Marcelka wznosił po sam sufit i jak będą razem figle uprawiać… i psoty.

Jacyś ludzie zaczynają nas pocieszać: ,,Nie ma się co martwić. Wiele zachwytu dała nam możliwość przyglądania się, jak Wasz balon znika w przestworzach”. Kiedy ochłonęłam – zrozumiałam sercem, iż właściwie to dobrze… Poznał on wolność. Poleciał jak bym sama chętnie w niestłumieniu poleciała, zaszalała nienagannie. Szczerze – z Ptakiem Modlitwy, Mocą Nieskończoności. Naprzód niesłychanie… Dobrze też, bardzo dobrze, że nie widzieliśmy jak schodzi z niego powietrze, jak umiera…

Inna historia. Synek wyrzucił drogą zabaweczkę fisher-price z balkonu. Zanim zdązyłam po nią zejść – ktoś ją sobie zwyczajnie przygarnął. Cóż- pewnie jakieś inne dziecko w zdumieniu się nią teraz bawi, poznaje, odkrywa…


Miałam też kiedyś mąłą, złocistą torebeczkę z wizerunkiem Buddy.
Łapczywie mi się ona podobała. Uważałam, żeby jej nie zgubić a razu pewnego pomyślałam nawet, że jest ona taka ładna, że lepiej jak nikomu jej nigdy nie dam.Właśnie wtedy coś się we mnie oswobodziło, oświeciło, że dlaczego niby tak kurczowo mam się trzymać rzeczy. Oddałam ją z radością i ulgą – metafizycznej Magduszce do której mi owa torebeczka pasowała idealnie. Warto ofiarowywać , pożyczać nie oczekując zwrotu oraz w wolności święcić : rzeczy, drzewa, ludzi.
Znikamy i pojawiamy się. Przemo na przykład gdzieś jest: natchniony i rozogniony.
Mogę go już nigdy nie spotkać fizycznie chociaż jest dla mnie bardzo ważny. Podobnie z innymi… Wielkimi Bliskimi.
Bywa i tak : pojawia się Ktoś , ale : ,, wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebiem(…) Jest czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania…”.

Kiedyś tańczyło na dachach świata – teraz trudno nam z nim o połączenie.
Nie warto przywiązywać się zanadto do materii oraz do chwili.
Szanować ją, kochać owszem i kochać też Dusze Bliskie, lecz przy tym nie uzależniać się jest najsłuszniej.
Wszystko jest w nas. Nawet tamten las.

Skomentuj »

Manowce

Jest na przykład takowy przesądny zabobon aby opuściwszy własne włościa i stwierdziwszy, że czegoś nam jeszcze w bagażu podróżnym brak, wracamy w nasze progi, uzupełniamy bagaż, ale nie zmykamy od razu. Nie nie. Trzeba wtedy usiąść wygodnie, zaobserwować chmury za oknem, a także policzyć pająki na suficie oraz sprawdzić dno kubka z herbatą na wypadek gdyby nieco esencji się między fusami uchowało. Dopiero potem można ruszać w nieznaną dal.

Zwyczaj śmieszny, pocieszny i absurdalny zdeka zwłaszcza w czasach, kiedy pociąg ucieka i na stacji na spóźnialskich zaczekać już nie chce, bo się rozkładu trzyma. Powstał on bowiem nieco wcześniej niż pociągi i rozkłady, albowiem w czasie, gdy człowiek przeważnie się w sielskiej osadzie zagnieżdżał. Poza krąg znajomych osób i miejsc rzadko wykraczał. A przestrzeń za widnokręgiem złowroga i obca mu się jawiła. Także gdy trafił się chętny i gotowy przez nią przedzierać (kupiec, wojak czy wiedźmin jaki) należało go przesądnymi zabobonami prześwięcić. Najlepiej modlitwę zmówić, toast za zdrowie wypić, wyeleweni się żegnająć (jeno nie przez próg przeca) medalionem z Krzysztofem św. szyję przyozdobić a i talizmanów pogańskich w kieszenie nawpychać. I komu w drogę temu rower.

Czyli porzucanie domostwa swego na rzecz bezdroży i manowców to była ewentualność niemile widziana i potencjalnie groźna.

Dzisiaj też tak trochę jest. O ile nie oficjalnie to bardziej podskórnie. Ale jest.

Całkiem zresztą niepotrzebnie. Wędrówka jest wszak święta, a sposobność aby się zupełnie, do cna na drugą stronę wywłóczyć przyrównać można do łaski, co wykazać można wielorako. Samsara (pojęcie pozornie nietutejsze) ciśnie się od razu na myśl. Wszak polega ona na zapętleniu się i kręceniu w kółko po tej samej planszy jak do gry w Cińczyka, jak pionki właśnie. Bo tak człek zapętlony i skołowany działa. Mechanicznie, rutynowo, bez reflekji, głębi, ducha, namiętnosći. Bezszelestnie i niezauważalnie się jego aktywność obniża do minumium i tam już zostaje. Choć naturalnie rzecz nie musi się skończyć wcale tak pesymistycznie, jako że samsara jest do pokonania metodami prostymi i przejrzystymi. Jednym takim sposobem jest zmiana planszy (choćby chwilowa) i poszerzenie jej, nadaniej nowych granic i perspektyw. Rzecz taka w językach zachodnich zowie się złamaniem rutyny. Chodzi o to by mieszkaniec labiryntu wymknął się z jego ścian i poczuł dziecięcą radość z odkrywania rozmaitych rzeczy na nowo. Niech na nowo błoto zaleje mu buty i herbata z prądem lub bez go rozgrzeje. Na nowo niech powita wypełzające zza chmur słońce i od nowa niech to i owo przeżyje, trochę zobaczy, zmysłowo co nieco skosztuje.
Na zdrowie mu wyjdzie. Zrobi się na nowo trochę bardziej ludzki.

Poza tym podróże kształcą.

W dodatku uwrażliwiają na różnorodność i inność

Hartują zdrowie i wzmacniają charakter.

Marcel, mama, Wisła, wielgachny most toruński

Czytaj resztę wpisu »

Komentarze (3) »

Fru, fru, fru… Polecieli.

Przemierzam warszawskie ulice wśród przedwojennych wilii Mokotowa.

W obu rękach niosę po torbie obfitej w zakupy : mleko modyfikowane, proszek do prania, jajka kur szczęśliwych, zielone pierogi, kasza jaglana, dwa kilogramamy bananów, pasta słonecznikowa, mądrość orzechów, rajstopy, książeczki ,

źródlana woda…

,,Latająca ”- tak nazywał mnie Dawid . Tymczasem czuję doskonale -zwłaszcza w momentach, kiedy zaczynam lekko lewitować w powietrznej przestrzeni ; że to tylko owe torby utrzymują mnie przy sile grawitacji, przyciągają i ściągają na ziemię.

Bez nich… odfrunęłabym.

Komentarze (4) »