Pozycje z etykietami podróż

Wszystkie wschody słońca [2,5]

W połowie kwietnia na lotnisko, w miarę wzorowo zorganizowane, z niejakim wdziękiem i niezmordowanie jak maszyna przerabiające przybyszów na pasażerów samolotów jakoś nagle się zacięło. I zatrzymało.

Na odległej Islandii zaszły wydarzenia malownicze w formie  i potencjalnie groźne  w treści …

Chmura pyłu powstałego po wybuchu wulkanu wzniosła się w warstwy atmosfery jak dotąd zarezerwowane dla maszyn latających i dziarsko popychana wiatrem runęła na Europę. Takie rzeczy na taką skalę do tej pory się nie wydarzały. Nikt nie wiedział dokładnie, co ten materiał skalny  wydobyty z wnętrza ziemi zrobi silnikom odrzutowym. Pierwsze w zasięgu pyłu W.Brytania i Norwegia na wszelki wypadek od razu wstrzymały operacje lotnicze. Od razu wszystkie. Od zaraz i do odwołania. W dwie doby od wybuchu wulkanu , w czwartek  wieczorem chmura dotarła nad południowy Bałtyk. Zamknięto lotniska w Gdańsku i Szczecinie. Zadzwoniłem na infolinię Okęcia , zapytać co w takim razie z nami, ale nie zdołałem się oddzwonić. Przez cztery godziny. Następnego dnia kolejna moja ekipa miała podbijać gorący Egipt…. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Wszystkie wschody słońca [2]

Autobusem docieram w miejsce , które również odsłania lewą stronę tego tu świata, jest z gruntu inne niż większość lokalizacji na świecie. Gdzie indziej przybywa się żeby tam właśnie być, bawić się, pracować, tracić czas. Na lotnisko ludzie przyjeżdżają, żeby znaleźć się gdzie indziej, w innym kraju czy kontynencie, i to najszybciej jak to możliwe.

Od dawna noszę sobie zakorzenione gdzieśtam przekonanie, że niebo zaczyna się zaraz nad drzewami, że wystarczy wdrapać się na jakiś wyższy dach, wyciągnąć rękę i można capnąć ten błękit. Tymczasem niebo nad lotniskiem wydaje się być zawieszone dużo dużo wyżej. Wydaje się, ze zrobiono to celowo, żeby zrobić miejsce dla samolotów. Przez to port lotniczy oglądany z zewnątrz w pogodny dzień poraża ilością zgromadzonej wokół przestrzeni, nieskończonej , bezgranicznej. Ale  wcześniej, przed wschodem słońca, kiedy loty się jeszcze nie odbywają, zupełnie nie ma tego wrażenia. Niebo znów jest nisko, zupełnie jakby spało sobie na dachu, regenerując się po wczorajszych ostatnich późnych lądowaniach. O godzinie 5:00 przestrzeń zostaje otwarta i niebo jest uroczyście wciągane do góry. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Ibidem, s. 77-83

Poprzedni wpis, oba wpisy, odblokawały bloga. Ze względu na swoją wagę powstawały wolno, a wszystko inne musiało zaczekać. Teraz powinno iść łatwiej. Nadrabiając relacjonowanie wieści z innych dziedzin i branż warto wspomnieć o wydarzeniu jakie zaszło w niedawnym czasie: obroniłem się (!)  i zrobiłem się przez to wykształcony że hej (!!). Na tą okoliczność wklejam znów kawałek magisterki. Ostatni już, bo jak się rozbestwię to mnie jaki system plagiatowy capnie i dyplom anuluje, albo czytelnicy znudzeni naukową gadaniną pójdą precz. Tymczasem, zapraszam na wyspę goracą jak wulkan, perłę Karaibów, czyli na Kubę.

PS. Ogólnie zaniedbany nasz blog przejdzie w najbliższym czasie renowację. Do przeglądu nadaje się moduł z linkami. Dlatego gdyby ktokolwiek, kto podczutuje niniejsze pisadło udzielał się również  internetowo i pragnął być z nami zlinkowany proszony jest od danie znaku życia :) A teraz oddaję już głos do studia w Havanie…

 ***
4.3. Rola turystyki w gospodarce i życiu społecznym Kuby
 

Przedstawione w poprzednim rozdziale dane wskazują na wyraźnie istotny udział turystyki w kubańskiej gospodarce. Pamiętać jednak należy o poruszonej już wcześniej kwestii wycieków finansowych, które sprawiają, że spora część pozostawionych przez turystę w kraju odwiedzanym pieniędzy różnymi kanałami wraca do krajów rozwiniętych.. Zjawisko to nie ominęło Kuby zwłaszcza we wczesnej fazie rozwoju turystyki. Ogłaszając stan wyjątkowy rząd nie planował jeszcze uczynienia z turystyki długookresowego filaru wzrostu, a skupiał się raczej na doraźnym przezwyciężeniu problemu braku twardej waluty. Stąd też promowano rozwiązania przynoszące szybkie efekty bez budowania kompleksowych i efektywnych systemów aktywizacji gospodarki przez międzynarodową turystykę. Szacunki z początku lat 90tych wskazywały, że jedynie 18% dóbr i usług niezbędnych do stworzenia oferty turystycznej pochodziło z Kuby.[1] Najbardziej widoczne było to podczas pobytu w hotelach wysokiej klasy, gdzie niemal wszystko pochodziło z importu „od pościeli na łóżkach, przez ręczniki w łazienkach, meble, łóżka, materace (…) większość menu z restauracji np. piwo, wino, woda mineralna, i podstawowe składniki wielu potraw (…) robocze stroje obsługi (….) wyposażenie kuchni, meble do restauracji, windy, to wszystko musiało być importowane, podobnie jak telefony i telewizory w pokojach.”[2] Czytaj resztę wpisu »

Uwagi: (1) »

Julkowo

“Rozwinęłam się. Na początku, budząc się w obcych miejscach, myślałam, ze jestem w domu. Dopiero po chwili rozpoznawałam nieznane szczegóły, odsłonięte teraz przez światło dnia. Ciężkie hotelowe zasłony, bryła telewizora, moja rozbebeszona walizka białe, schludnie złożone ręczniki. Nowe miejsce ukazywało się zza firanek, zakwefione, tajemnicze, najczęściej białokremowe lub żółte od ulicznych latarni.

Potem jednak weszłam w fazę, którą psychologowie podróżni nazywają „Nie wiem gdzie jestem”. Budziłam się zupełnie zdezorientowana. Usiłowałam – jak alkoholik w ciągu – przypomnieć sobie, co robiłam poprzedniego wieczoru, gdzie byłam, dokąd wiodły mnie drogi, odtwarzałam szczegół po szczególe, aby odczytać teraz i tutaj. A im dłużej trwała ta specjalna procedura, tym większa pojawiała się panika, nieprzyjemny stan, podobny do choroby błędnika, utraty podstawowej równowagi, zbierający na mdłości. Gdzie ja do cholery jestem. Lecz detale świata są litościwe i w końcu naprowadzały mnie na właściwy trop. Jestem w M. Jestem w B. To jest hotel, a to mieszkanie mojej przyjaciółki, pokój gościnny rodziny N. Kanapa u znajomych.

Takie przebudzenie było jak podstemplowanie biletu na dalszą drogę.

Następny jest jednak etap trzeci, jak mówi psychologia podróżna, wieńczący, kluczowy etap, który stanowi ostateczny cel; dokądkolwiek byśmy podróżowali, podróżujemy zawsze w jego kierunku. ”Nieważne gdzie jestem”, wszystko jedno, gdzie jestem. Jestem.”

[Olga Tokarczuk]

***

Stylistyka pożyczona od Julki z jej wiśniowego bloga, zaś inspiracja wykluła się w klimatycznie zbliżonych do naszego pisadła „Biegunach” Olgi Tokarczuk

Uwagi (2) »

Namaste

Zaniedbania kronikarskie wdarły się na nasze wirtualne podwórko, kilkutygodniową wyrwę w programie artystycznym czyniąc. Ani za sprawą braku chęci ani z pomysłowej indolencji ta dziura powstała lecz z powodu magicznych trzech literek przed nazwiskiem co je mam zamiar w tym roku dobazgrać oraz z racji Kawy i Kultury w których to utonęła małżoneczka moja. Przez ostatnie tygodnie dwa na przykład, godziny północne upływały mi na wariackim projektowaniu podmiotu gospodarczego, co krył się będzie za taką mniej/więcej witryną:

namaste

Za witryną będzie bowiem niczego sobie portal do innych rzeczywistości, a mówiąc językiem ludzkim Biuro Podróży. Nasze, własne i raczej nie za ciasne, zmieści się tam bowiem także księgarnia podróżniczo-światowa i jak dobrze pójdzie to również i kawiarenka nieduża. Czytaj resztę wpisu »

Uwagi (2) »

Kriti: Vai

W zaprzyjaźnionym radiu niedawno słyszałem, ze są kultury, w których inaczej niż w naszym północo-zachodzie w nowy rok nie wkracza się balangą i pijaństwem lecz czyni się sprzątania, porządki i remanenty wszelakie. Przyjmując tą ze wszech miar ciekawą tradycję, porobimy nieco  porządków na blogu…. Coby na dobre zamknąć rozpoczęte onegdaj fotowieści z wyspy Krety, przytoczę tu jeszcze jedną legendę, która kryć może w sobie prawdziwości ziarno. Czy też klika pestek raczej. Pestki miały należeć do daktyli, którymi na tej nieco odludnej plaży urozmaicili sobie śniadanie przybysze. Pamiątką po tym śniadaniu, jest niezwykły a urokliwy i obszerny naprawdę gaj palmowy, co rośnie jakby tu była Afryka albo Karaiby, nie ostatni skrawek Europy.

v1

Legenda nie jest zgodna czy lasek ten wyrósł za sprawą nasion palm dostarczonych przez żeglarzy fenickich czy arabskich, ani czy byli oni uczciwymi handlarzami zmierzającymi z z towarami do miast europejskich czy postrachem mórz, korsarzami wracającymi z łupem z okolic dzisiejszej Tunezji. Czytaj resztę wpisu »

Uwagi (2) »

Różne Drogi [2 - obrazkowo]

Za mna, za mną  czytelniku… Zanim ukaże się relacji część finalna, bogata w refleksje i insze filozofie, prezentujemy taką oto wkładkę wizualną.  Łatwo bowiem  idzie spostrzec, że wszelakie mniejszości oraz subkultury to sprawa szalenia fotogeniczna, atrakcyjna zarówno dla oka obseratora jak i migawki aparatu. Nasz aprat podpatrywanej grupie nie przepuścił i  utrwalił ją przy parunastu okazjach.  Pechowo jednak jego właściciele nie spamiętali zabrać ze sobą w drogę ładowarki do odnawiania jego duszo-kradnącej mocy, wobec czego sprzęt był użyteczny tylko przez dwa pierwsze dni. Ale co zarejestrował z tych kolorów niebywałych to jego – no i nasze. A teraz także Wasze.  Zapraszam :)

p01

Relaksująca msza polowa z poprzedniego odcinka

p05

Flag i sztandarów było sporo ale tylko ta para z Czech odważyła sie nieść swoją przez całą drogę

p03

Kasia w stroju z epoki prowadzi wózku Marcela w nieznane i spotyka takich samych szaleńców :)

Czytaj resztę wpisu »

Uwagi: (1) »

Różne Drogi [1]

Coby zgrać swoje pisanie z tym z letniego wpisu Kasiowego przywołam falę wspomnień dość jeszcze wyraźnych bo zeszłorocznych z tej samej historii czyli Pielgrzymki Młodzieży Różnych Dróg potocznie pielgrzymką hipisów przezywaną. Roku ubiegłego zdarzyło się bowiem tak, że nasza droga życiowa z trasą tejże pielgrzymki  zbiegły się i podążały razem przez dni parę. Roku ubiegłego nie było żadne z nas zawodowo aktywne, czasu do dyspozycji było też więcej odrobinę, przepłynął on sobie ten czas letni z sielską powolnością przez moje miasteczko rodzinne w sercu samym Mazur skryte i tylko Marcel na przekór niemu rósł, zmieniał się i rozwijał. wtedy to wymyśliliśmy pokazać mu już trochę cudów nie całkiem z tego świata i okazji ku temu wyglądaliśmy…

A zdarzyło się roku ubiegłego tak, ze pielgrzymi różnych dróg, którzy od lat trzydziestu do Częstochowy zmierzają, za początek trasy co rok inne miejsce obierając, ruszyli z niedaleka a nawet bardzo bliska. A my – szaleni trochę ludzie – wyciągnęliśmy z piwnicy stary wózek Cela z dużymi kołami na trudny teren i uznając, że raz się tylko żyje , pojechaliśmy tam.

h0

Czytaj resztę wpisu »

Uwagi: (1) »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.