Posty otagowane różne drogi

Różne Drogi [3]

Relacji kawałek trzeci, a drugi jeśli liczyć tylko słowami pisane, zacznie się od końca dnia pielgrzymowania. Oto bowiem zmierzając Różnymi Drogami do mety kolejnego etapu uduchowione grono dociera pod kościółek, spod którego kieruje się na noclegi u gościnnych gospodarzy tudzież w szkołach, co w okresie wakacyjnym pustawe bywają. I wydawałoby się, że po trudzie całodziennym nic innego nie zostaje jak zmyć kurz ze stóp i posiliwszy usnąć, głęboko, regenerując siły. Tymczasem wcale nie. Na godzinę 21 (prawie) wszyscy są z powrotem pod kościółkiem i niespiesznie się w jego wnętrzu rozsiadają. Wnętrza owego nie rozświetla blask jarzeniówek. Za to w klimatycznym mroku zachęcająco migoczą pojedyncze płomyki. Nie przytłaczają też elektrycznie wspomagane organy. W głębi brzdąka akustyczna gitara, której wtóruje ręcznej roboty djembe i od czasu do czasu towarzyszy flet. Kościół opanowali hipisi.

h31

Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Różne Drogi [2 - obrazkowo]

Za mna, za mną  czytelniku… Zanim ukaże się relacji część finalna, bogata w refleksje i insze filozofie, prezentujemy taką oto wkładkę wizualną.  Łatwo bowiem  idzie spostrzec, że wszelakie mniejszości oraz subkultury to sprawa szalenia fotogeniczna, atrakcyjna zarówno dla oka obseratora jak i migawki aparatu. Nasz aprat podpatrywanej grupie nie przepuścił i  utrwalił ją przy parunastu okazjach.  Pechowo jednak jego właściciele nie spamiętali zabrać ze sobą w drogę ładowarki do odnawiania jego duszo-kradnącej mocy, wobec czego sprzęt był użyteczny tylko przez dwa pierwsze dni. Ale co zarejestrował z tych kolorów niebywałych to jego – no i nasze. A teraz także Wasze.  Zapraszam :)

p01

Relaksująca msza polowa z poprzedniego odcinka

p05

Flag i sztandarów było sporo ale tylko ta para z Czech odważyła sie nieść swoją przez całą drogę

p03

Kasia w stroju z epoki prowadzi wózku Marcela w nieznane i spotyka takich samych szaleńców :)

Czytaj resztę wpisu »

Komentarze: (1) »

Różne Drogi [1]

Coby zgrać swoje pisanie z tym z letniego wpisu Kasiowego przywołam falę wspomnień dość jeszcze wyraźnych bo zeszłorocznych z tej samej historii czyli Pielgrzymki Młodzieży Różnych Dróg potocznie pielgrzymką hipisów przezywaną. Roku ubiegłego zdarzyło się bowiem tak, że nasza droga życiowa z trasą tejże pielgrzymki  zbiegły się i podążały razem przez dni parę. Roku ubiegłego nie było żadne z nas zawodowo aktywne, czasu do dyspozycji było też więcej odrobinę, przepłynął on sobie ten czas letni z sielską powolnością przez moje miasteczko rodzinne w sercu samym Mazur skryte i tylko Marcel na przekór niemu rósł, zmieniał się i rozwijał. wtedy to wymyśliliśmy pokazać mu już trochę cudów nie całkiem z tego świata i okazji ku temu wyglądaliśmy…

A zdarzyło się roku ubiegłego tak, ze pielgrzymi różnych dróg, którzy od lat trzydziestu do Częstochowy zmierzają, za początek trasy co rok inne miejsce obierając, ruszyli z niedaleka a nawet bardzo bliska. A my – szaleni trochę ludzie – wyciągnęliśmy z piwnicy stary wózek Cela z dużymi kołami na trudny teren i uznając, że raz się tylko żyje , pojechaliśmy tam.

h0

Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Hippisi

Wcale nie mieliśmy się tam pojawić. Doniesienia prasowe z frontu zmieniły wszelkie wcześniejsze decyzje i poczułam, że w czasie wojny chcę być tylko wśród nich. Tamtego dnia zawędrować mieli do naszej Boskiej Matki w Częstochowie.

Jadąc pociągiem z Marcelinim; będąc już prawie u celu zobaczyłam przez okno jak idą – w wiankach sierpniowo-zbożowych, po drodze polnej i ziemi, którą swoim ciałem nazywają w pieśniach. Ślicznie wyglądali na tle tamtego niebiańskiego błękitu. Serce się we mnie rozlewało. Dzieci Kwiaty. Dzieci Przestworzy.
,,Hippisi, moi hippisi” – rzekłam czule na głos, lecz do siebie – synek spał we mnie wtulony – i uległam napromieniowaniu sztywnych, zadziwonych spojrzeń towarzyszy podróży.

Przyjaciele Andrzeja Szpaka – może nie są tak otwarci i oddani Życiu jak ich przodkowie z lat sześcdziesiątych; lecz tęsknią podobnie za miłowaniem pokoju, spokoju; za wyzwoleniem soczystym. Próbują osiągnąć zbawienie i osiągają napewno. Nie lalki, pacynki sznurkami wprawiane w ruch. Zabawa w podobieństwa… Łączą mnie z nimi bliźniacze potrzeby, wspólne duchowe dążenia. Potrafili wózki z dziećmi wnosić na górskie szczyty. Oni są dziećmi, więc dzieci są nimi. Nie widać dystansu.


Spotkaliśmy się na Alejach, tam zdążyli się już z roztańczyć. Akompaniowały im bębny, gitary, marrakesy. Czytaj resztę wpisu »

Komentarze (2) »