Jest na przykład takowy przesądny zabobon aby opuściwszy własne włościa i stwierdziwszy, że czegoś nam jeszcze w bagażu podróżnym brak, wracamy w nasze progi, uzupełniamy bagaż, ale nie zmykamy od razu. Nie nie. Trzeba wtedy usiąść wygodnie, zaobserwować chmury za oknem, a także policzyć pająki na suficie oraz sprawdzić dno kubka z herbatą na wypadek gdyby nieco esencji się między fusami uchowało. Dopiero potem można ruszać w nieznaną dal.
Zwyczaj śmieszny, pocieszny i absurdalny zdeka zwłaszcza w czasach, kiedy pociąg ucieka i na stacji na spóźnialskich zaczekać już nie chce, bo się rozkładu trzyma. Powstał on bowiem nieco wcześniej niż pociągi i rozkłady, albowiem w czasie, gdy człowiek przeważnie się w sielskiej osadzie zagnieżdżał. Poza krąg znajomych osób i miejsc rzadko wykraczał. A przestrzeń za widnokręgiem złowroga i obca mu się jawiła. Także gdy trafił się chętny i gotowy przez nią przedzierać (kupiec, wojak czy wiedźmin jaki) należało go przesądnymi zabobonami prześwięcić. Najlepiej modlitwę zmówić, toast za zdrowie wypić, wyeleweni się żegnająć (jeno nie przez próg przeca) medalionem z Krzysztofem św. szyję przyozdobić a i talizmanów pogańskich w kieszenie nawpychać. I komu w drogę temu rower.
Czyli porzucanie domostwa swego na rzecz bezdroży i manowców to była ewentualność niemile widziana i potencjalnie groźna.
Dzisiaj też tak trochę jest. O ile nie oficjalnie to bardziej podskórnie. Ale jest.
Całkiem zresztą niepotrzebnie. Wędrówka jest wszak święta, a sposobność aby się zupełnie, do cna na drugą stronę wywłóczyć przyrównać można do łaski, co wykazać można wielorako. Samsara (pojęcie pozornie nietutejsze) ciśnie się od razu na myśl. Wszak polega ona na zapętleniu się i kręceniu w kółko po tej samej planszy jak do gry w Cińczyka, jak pionki właśnie. Bo tak człek zapętlony i skołowany działa. Mechanicznie, rutynowo, bez reflekji, głębi, ducha, namiętnosći. Bezszelestnie i niezauważalnie się jego aktywność obniża do minumium i tam już zostaje. Choć naturalnie rzecz nie musi się skończyć wcale tak pesymistycznie, jako że samsara jest do pokonania metodami prostymi i przejrzystymi. Jednym takim sposobem jest zmiana planszy (choćby chwilowa) i poszerzenie jej, nadaniej nowych granic i perspektyw. Rzecz taka w językach zachodnich zowie się złamaniem rutyny. Chodzi o to by mieszkaniec labiryntu wymknął się z jego ścian i poczuł dziecięcą radość z odkrywania rozmaitych rzeczy na nowo. Niech na nowo błoto zaleje mu buty i herbata z prądem lub bez go rozgrzeje. Na nowo niech powita wypełzające zza chmur słońce i od nowa niech to i owo przeżyje, trochę zobaczy, zmysłowo co nieco skosztuje.
Na zdrowie mu wyjdzie. Zrobi się na nowo trochę bardziej ludzki.
Poza tym podróże kształcą.
W dodatku uwrażliwiają na różnorodność i inność
Hartują zdrowie i wzmacniają charakter.

