Pan Kapuściński opisując odległe i nieznane czytelnikom miasteczko, stwierdził, że jest ono zwyczajnie zbudowane dla ludzi, co jest warte uwagi, gdyż wiele miast zbudowano przeciwko ludziom. Pamiętam z zajęć historii dziejów miast taką anegdotę o cesarzu Napoleonie III, który doszedł do władzy za sprawą rozruchów ulicznych lecz obawiał się coby jego kiedyś takie rozruchy nie obaliły. Wykombinował przeciw przyszłym rebeliantom takie wiec innowacje w krajobrazie stolicy: asfalt – bo bruk idzie szybko wyrwać i rzucać nim w policję – oraz szerokie aleje, na których barykadę improwizowaną zbudować wcale niełatwo. To się tam i tu a właściwie to wszędzie. I gdy tak przestrzeń miejska przestawała służyć ludziom, niebawem na ich miejsce chętne znalazły się maszyny. Większe, szybsze i bardziej wytrzymałe.
Spójrzmy…
Brzmi to absurdalnie, ale nieraz włócząc się po okolicy doznawałem wrażenia, że miasto moje zbudowano raczej dla maszyn niż dla ludzi, czyli tak żeby po nim przede wszystkim dobrze maszynom jeździło a niekoniecznie mieszkańcom wygodnie chodziło. Najdłuższa ulica w tym mieście to Puławska: maszynom dostały się tu 3 pasy ulicy, ludziom jeden pas chodnika. Część chodnika zresztą przechodzi pod władze maszyn, tam właśnie chcą parkować. Maszyna może bowiem skręcić i zagarnąć terytorium ludzi, ludziom wtargnąć w strefę maszynową nie wolno – sporo wtedy ryzykują. Ich ciała są delikatne, kości kruche nieporównywalnie bardziej od zderzaka z aluminium. Przekraczanie strefy maszynowej dozwolone jest tylko w miejscach wyznaczonych , zazwyczaj w krótkich przedziałach czasowych nie zawsze wystarczających do przedostania się na drugą, bezpieczną stronę. Wówczas należy zaczekać na ponowne zezwolenie albo spieszyć się nerwowo. Albo też Aleje Jerozolimskie: tu ludzie muszą zejść w podziemia, krążyć po nich i szukać wyjścia, a maszyny nie – jada sobie prosto.
W całym mieście sfery maszyn dzielą sferę ludzi na kawałki, a spacer od jednego do drugiego przypomina trochę Czytaj resztę wpisu »



