grudzień 20, 2008
· Zamieszczone w kategoriach Grzesiowe, Trzeci Wymiar, Trzeci Świat, Trzecie Oko · Tagged dzieci kwiaty, hippisi, pielgrzymka, różne drogi, religia, rozwój, wspomnienia, wędrówka
Relacji kawałek trzeci, a drugi jeśli liczyć tylko słowami pisane, zacznie się od końca dnia pielgrzymowania. Oto bowiem zmierzając Różnymi Drogami do mety kolejnego etapu uduchowione grono dociera pod kościółek, spod którego kieruje się na noclegi u gościnnych gospodarzy tudzież w szkołach, co w okresie wakacyjnym pustawe bywają. I wydawałoby się, że po trudzie całodziennym nic innego nie zostaje jak zmyć kurz ze stóp i posiliwszy usnąć, głęboko, regenerując siły. Tymczasem wcale nie. Na godzinę 21 (prawie) wszyscy są z powrotem pod kościółkiem i niespiesznie się w jego wnętrzu rozsiadają. Wnętrza owego nie rozświetla blask jarzeniówek. Za to w klimatycznym mroku zachęcająco migoczą pojedyncze płomyki. Nie przytłaczają też elektrycznie wspomagane organy. W głębi brzdąka akustyczna gitara, której wtóruje ręcznej roboty djembe i od czasu do czasu towarzyszy flet. Kościół opanowali hipisi.

Czytaj resztę wpisu »
grudzień 8, 2008
· Zamieszczone w kategoriach Grzesiowe, Trzeci Świat, Trzecia Droga · Tagged fotografie, hippisi, pielgrzymka, podróż, różne drogi, wspomnienia, wędrówka
Za mna, za mną czytelniku… Zanim ukaże się relacji część finalna, bogata w refleksje i insze filozofie, prezentujemy taką oto wkładkę wizualną. Łatwo bowiem idzie spostrzec, że wszelakie mniejszości oraz subkultury to sprawa szalenia fotogeniczna, atrakcyjna zarówno dla oka obseratora jak i migawki aparatu. Nasz aprat podpatrywanej grupie nie przepuścił i utrwalił ją przy parunastu okazjach. Pechowo jednak jego właściciele nie spamiętali zabrać ze sobą w drogę ładowarki do odnawiania jego duszo-kradnącej mocy, wobec czego sprzęt był użyteczny tylko przez dwa pierwsze dni. Ale co zarejestrował z tych kolorów niebywałych to jego – no i nasze. A teraz także Wasze. Zapraszam :)

Relaksująca msza polowa z poprzedniego odcinka

Flag i sztandarów było sporo ale tylko ta para z Czech odważyła sie nieść swoją przez całą drogę

Kasia w stroju z epoki prowadzi wózku Marcela w nieznane i spotyka takich samych szaleńców :)
Czytaj resztę wpisu »
marzec 31, 2008
· Zamieszczone w kategoriach Grzesiowe, Trzeci Wymiar · Tagged mieć czy być, podróż, samsara, Santiago de Compostela, wędrówka
Jest na przykład takowy przesądny zabobon aby opuściwszy własne włościa i stwierdziwszy, że czegoś nam jeszcze w bagażu podróżnym brak, wracamy w nasze progi, uzupełniamy bagaż, ale nie zmykamy od razu. Nie nie. Trzeba wtedy usiąść wygodnie, zaobserwować chmury za oknem, a także policzyć pająki na suficie oraz sprawdzić dno kubka z herbatą na wypadek gdyby nieco esencji się między fusami uchowało. Dopiero potem można ruszać w nieznaną dal.
Zwyczaj śmieszny, pocieszny i absurdalny zdeka zwłaszcza w czasach, kiedy pociąg ucieka i na stacji na spóźnialskich zaczekać już nie chce, bo się rozkładu trzyma. Powstał on bowiem nieco wcześniej niż pociągi i rozkłady, albowiem w czasie, gdy człowiek przeważnie się w sielskiej osadzie zagnieżdżał. Poza krąg znajomych osób i miejsc rzadko wykraczał. A przestrzeń za widnokręgiem złowroga i obca mu się jawiła. Także gdy trafił się chętny i gotowy przez nią przedzierać (kupiec, wojak czy wiedźmin jaki) należało go przesądnymi zabobonami prześwięcić. Najlepiej modlitwę zmówić, toast za zdrowie wypić, wyeleweni się żegnająć (jeno nie przez próg przeca) medalionem z Krzysztofem św. szyję przyozdobić a i talizmanów pogańskich w kieszenie nawpychać. I komu w drogę temu rower.
Czyli porzucanie domostwa swego na rzecz bezdroży i manowców to była ewentualność niemile widziana i potencjalnie groźna.
Dzisiaj też tak trochę jest. O ile nie oficjalnie to bardziej podskórnie. Ale jest.
Całkiem zresztą niepotrzebnie. Wędrówka jest wszak święta, a sposobność aby się zupełnie, do cna na drugą stronę wywłóczyć przyrównać można do łaski, co wykazać można wielorako. Samsara (pojęcie pozornie nietutejsze) ciśnie się od razu na myśl. Wszak polega ona na zapętleniu się i kręceniu w kółko po tej samej planszy jak do gry w Cińczyka, jak pionki właśnie. Bo tak człek zapętlony i skołowany działa. Mechanicznie, rutynowo, bez reflekji, głębi, ducha, namiętnosći. Bezszelestnie i niezauważalnie się jego aktywność obniża do minumium i tam już zostaje. Choć naturalnie rzecz nie musi się skończyć wcale tak pesymistycznie, jako że samsara jest do pokonania metodami prostymi i przejrzystymi. Jednym takim sposobem jest zmiana planszy (choćby chwilowa) i poszerzenie jej, nadaniej nowych granic i perspektyw. Rzecz taka w językach zachodnich zowie się złamaniem rutyny. Chodzi o to by mieszkaniec labiryntu wymknął się z jego ścian i poczuł dziecięcą radość z odkrywania rozmaitych rzeczy na nowo. Niech na nowo błoto zaleje mu buty i herbata z prądem lub bez go rozgrzeje. Na nowo niech powita wypełzające zza chmur słońce i od nowa niech to i owo przeżyje, trochę zobaczy, zmysłowo co nieco skosztuje.
Na zdrowie mu wyjdzie. Zrobi się na nowo trochę bardziej ludzki.
Poza tym podróże kształcą.
W dodatku uwrażliwiają na różnorodność i inność
Hartują zdrowie i wzmacniają charakter.

Czytaj resztę wpisu »