Pozycje z etykietami wspomnienia

Wszystkie wschody słońca [2,5]

W połowie kwietnia na lotnisko, w miarę wzorowo zorganizowane, z niejakim wdziękiem i niezmordowanie jak maszyna przerabiające przybyszów na pasażerów samolotów jakoś nagle się zacięło. I zatrzymało.

Na odległej Islandii zaszły wydarzenia malownicze w formie  i potencjalnie groźne  w treści …

Chmura pyłu powstałego po wybuchu wulkanu wzniosła się w warstwy atmosfery jak dotąd zarezerwowane dla maszyn latających i dziarsko popychana wiatrem runęła na Europę. Takie rzeczy na taką skalę do tej pory się nie wydarzały. Nikt nie wiedział dokładnie, co ten materiał skalny  wydobyty z wnętrza ziemi zrobi silnikom odrzutowym. Pierwsze w zasięgu pyłu W.Brytania i Norwegia na wszelki wypadek od razu wstrzymały operacje lotnicze. Od razu wszystkie. Od zaraz i do odwołania. W dwie doby od wybuchu wulkanu , w czwartek  wieczorem chmura dotarła nad południowy Bałtyk. Zamknięto lotniska w Gdańsku i Szczecinie. Zadzwoniłem na infolinię Okęcia , zapytać co w takim razie z nami, ale nie zdołałem się oddzwonić. Przez cztery godziny. Następnego dnia kolejna moja ekipa miała podbijać gorący Egipt…. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Cudaczny realizm

Przedstawiamy post nietypowy, bo złożony z odkurzonych i niedokończonych fragmentów, które autorka i autor zagubili i zapomnieli po czasie co teżż, autor albo autorka mieli na mysli, tak że zakończenia dopisać już nie mogą. Dłuższy tekst powstawał trzy lata temu na potrzeby nieistniejącego już magazynu internetowego, dwa krótsze w zeszłym roku celem zamieszczenia na ninijszym blogu. Odkopane w stanie surowym i nieco przemieszane prezentujemy teraz.

Na życzenie Kasieńki dwa jej wpisy wyciachałem… [29.12.09]

***
[tekst o cudach #1]

Na ulicy Rakowieckiej znajduje się stary dom dziecka, ambasada Danii, budynki mojej uczelni, sławne więzienie, mała pętla tramwajowa, oraz – przy samym jej końcu – kościół jezuitów. Kościół, w którym dzieją się cuda.

Już z zewnątrz budowla może zaintrygować. Swoją bryła kościółek przypomina bowiem kopalnię.. Jest coś w tych murach – może to kształt wieżyczki, a może cała bryła – coś, co skłania do podejrzeń, że w tym miejscu wydobywa się spod ziemi cenne skarby (choć wydaje się mało prawdopodobne, by pod Mokotowem jakieś skarby zalegały) W środku jest już mniej sensacyjnie. Drewniane ławki, ołtarz, barwne witraże w oknach, wystrojem nie odbiega daleko od normy. Budowla nie jest wiekowa, więc wnętrze nie tonie w gotyckim mroku ani nie kipi od barokowych ozdóbek.

Cuda zaś dzieją się tam w każdą pierwszą środę miesiąca. Czytaj resztę wpisu »

Skomentuj »

Celebracje… Gwendalen.

Kiedy zawędrowaliśmy do wioski hippisów oczom mym ukazała się postać siedmioletniej dziewczynki przyodzianej jakby w szaty małej indianki czy cyganki o śniadej cerze i pięknych, długich acz rozczochranych włosach. Ona stała przy studni i maleńkimi rączkami ciągnęła za sznur, który przekazywał jej archaiczne wiadro z wodą. Zapamiętałam jej odbicie w zwierciadle na dnie … Celebrowałam je. Jak masz na imię? – zapytałam. ,,Gwendalen ”- odpowiedziała.  Zachwyciła mnie – a moc tego momentu była podkreślona emfazą zachodzącego słońca.

Ona miała   duże i mądre  oczy. Intrygowała  głębią spojrzenia. Dojrzałego i jednocześnie niewinnego. Jeśli istnieją dzieci indygo albo kryształowe. Tak… To właśnie Gwendalen. Później obserwowałam ją, kiedy  się bawiła lub opiekowała młodszym rodzeństwem.Miała nieprzeciętną aurę. Dowiedziałam się, że mieszka w chatce pośród   spokojnej dzikości gór i że mówi czterema językami. Tyle językami ludzi, ile eteryczną ,,mową” aniołów- nie wiem…

Gwendalen jawiła mi się jako prawdziwe Dziecko Natury- nie zanieczyszczone znerwicowaną cywilizacją. Piękne i ważne było to spotkanie nasze przy studni.

Uwagi (2) »

Trójkąt

Mniej więcej trzy lata temu nasz świat zaczął mieć trzy strony i trzy bieguny. Pojawiłeś się wtedy jako nowy trzeci wierzchołek przemodelowując gruntownie znaną do tej pory geografię. Była zima podobna jak teraz, trochę bardziej mroźna, za to bez śniegu. Szedłem przez park, szybkim krokiem zmierzając w stronę największych z możliwych wyzwań – jak mi się wtedy zdawało – czyli kilku pilnych i intelektualnie wysmakowanych egzaminów, kiedy przez telefon bliski jak nigdy głos powiedział mi, że dwa testy z rzędu dały wynik pozytywny, co bez wątpienia oznacza, że wkrótce będziesz wśród nas. Że jesteś w drodze już. Zdaje mi się, że nie przestałem wtedy dreptać przed siebie, chociaż w sumie powinienem usiąść i dać myślom ochłonąć, ale tamte niby wyzwania w stronę których szedłem co mnie miały prawie przerastać, przestały cokolwiek znaczyć. Nasz świat stał się trójkątny, a one leżały już się poza nim. Jak większość rzeczy. Jak prawie cała reszta.

<!–[if !supportEmptyParas]–> <!–[endif]–>

Są dwa sposoby określenia kiedy zaczyna się nowy człowiek, a razem z nim zaczyna się jego mama i tata. Oba błędne zresztą. Najpopularniejszy określa ten moment w chwili, kiedy małe oczka pierwszy raz zobaczą światło, płuca wchłoną pierwszy haust powierza i z jego pomocą na zewnątrz z gardła popłynie pierwszy krzyk. Alternatywna metoda cofa się od tej chwili o umowne 9 miesięcy, gdy dwie komórki z dwóch ciał łączą się w jedną na dobre i na złe. Jednak przyszłym rodzicom stwierdzenie tego faktu zabiera kilka tygodni, dlatego o tyle krócej trwa ich mentalna ciąża. Zostaje im jakieś 7 miesięcy na przygotowanie się do całkiem nowych i (jeśli to pierwsze dziecko) nieznany warunków.

syn00011

<!–[if !supportEmptyParas]–> <!–[endif]–>

Trzy lata temu właśnie tyle dostaliśmy. Czytaj resztę wpisu »

Uwagi (2) »

Różne Drogi [3]

Relacji kawałek trzeci, a drugi jeśli liczyć tylko słowami pisane, zacznie się od końca dnia pielgrzymowania. Oto bowiem zmierzając Różnymi Drogami do mety kolejnego etapu uduchowione grono dociera pod kościółek, spod którego kieruje się na noclegi u gościnnych gospodarzy tudzież w szkołach, co w okresie wakacyjnym pustawe bywają. I wydawałoby się, że po trudzie całodziennym nic innego nie zostaje jak zmyć kurz ze stóp i posiliwszy usnąć, głęboko, regenerując siły. Tymczasem wcale nie. Na godzinę 21 (prawie) wszyscy są z powrotem pod kościółkiem i niespiesznie się w jego wnętrzu rozsiadają. Wnętrza owego nie rozświetla blask jarzeniówek. Za to w klimatycznym mroku zachęcająco migoczą pojedyncze płomyki. Nie przytłaczają też elektrycznie wspomagane organy. W głębi brzdąka akustyczna gitara, której wtóruje ręcznej roboty djembe i od czasu do czasu towarzyszy flet. Kościół opanowali hipisi.

h31

Czytaj resztę wpisu »

Uwagi (3) »

Różne Drogi [2 - obrazkowo]

Za mna, za mną  czytelniku… Zanim ukaże się relacji część finalna, bogata w refleksje i insze filozofie, prezentujemy taką oto wkładkę wizualną.  Łatwo bowiem  idzie spostrzec, że wszelakie mniejszości oraz subkultury to sprawa szalenia fotogeniczna, atrakcyjna zarówno dla oka obseratora jak i migawki aparatu. Nasz aprat podpatrywanej grupie nie przepuścił i  utrwalił ją przy parunastu okazjach.  Pechowo jednak jego właściciele nie spamiętali zabrać ze sobą w drogę ładowarki do odnawiania jego duszo-kradnącej mocy, wobec czego sprzęt był użyteczny tylko przez dwa pierwsze dni. Ale co zarejestrował z tych kolorów niebywałych to jego – no i nasze. A teraz także Wasze.  Zapraszam :)

p01

Relaksująca msza polowa z poprzedniego odcinka

p05

Flag i sztandarów było sporo ale tylko ta para z Czech odważyła sie nieść swoją przez całą drogę

p03

Kasia w stroju z epoki prowadzi wózku Marcela w nieznane i spotyka takich samych szaleńców :)

Czytaj resztę wpisu »

Uwagi: (1) »

Różne Drogi [1]

Coby zgrać swoje pisanie z tym z letniego wpisu Kasiowego przywołam falę wspomnień dość jeszcze wyraźnych bo zeszłorocznych z tej samej historii czyli Pielgrzymki Młodzieży Różnych Dróg potocznie pielgrzymką hipisów przezywaną. Roku ubiegłego zdarzyło się bowiem tak, że nasza droga życiowa z trasą tejże pielgrzymki  zbiegły się i podążały razem przez dni parę. Roku ubiegłego nie było żadne z nas zawodowo aktywne, czasu do dyspozycji było też więcej odrobinę, przepłynął on sobie ten czas letni z sielską powolnością przez moje miasteczko rodzinne w sercu samym Mazur skryte i tylko Marcel na przekór niemu rósł, zmieniał się i rozwijał. wtedy to wymyśliliśmy pokazać mu już trochę cudów nie całkiem z tego świata i okazji ku temu wyglądaliśmy…

A zdarzyło się roku ubiegłego tak, ze pielgrzymi różnych dróg, którzy od lat trzydziestu do Częstochowy zmierzają, za początek trasy co rok inne miejsce obierając, ruszyli z niedaleka a nawet bardzo bliska. A my – szaleni trochę ludzie – wyciągnęliśmy z piwnicy stary wózek Cela z dużymi kołami na trudny teren i uznając, że raz się tylko żyje , pojechaliśmy tam.

h0

Czytaj resztę wpisu »

Uwagi: (1) »

Niech się dzieje Wola Nieba…

Idziemy z Marcepanem powoli przez Mokotów. Za nami pan w kapeluszu kroczy; głośno przy tym jazzując. Bawi się głosem. Namiętnie i czule.
Lubię takie dziwaczne obrazki, a że przyciągam tak wykwintne postacie – trochę się widziało scen podobnych.

Wspomnienia.
Działo się to w liceum. Znałam ze szkoły takiego aktora. Zawsze siadał na żółtych barierkach Pks Piła i głośno coś deklamował, rozważał. Myślał mówiąc. Do siebie. Śpiewał też. Miał szalik na kilka kilometrów.
Związał się z taką Karoliną. Kiedyś się posprzeczali. Przyniósł jej owoc jabłoni z napisem :,, Jabłko niezgody” i dalej : ,,Odwieśmy to jabłko spowrotem na drzewo…”
Być normalnym może znaczyć dla mnie być naturalnym. Niestłumionym…

Jeszcze jedna scena na scenie wspomnień, może i nawet niezwiązana…. Szedł kiedyś jakiś wojak; a my z dziewczynami za nim, gęsiego. Jak on się odwracał – naśladowałyśmy każdy ruch. Teatr uliczny. Teatr absurdu.Teatr lustro. My długo tak za nim dosłownie krok w krok…

Dzisiaj rozwaliło mi kanapę; rozwaliło. Właściwie jakbyśmy mieli z Marcelem na niej spać- byłoby to łoże bujane. Męska ręka na weselu się weseli a arcycudnej rady mieszkańców, która nam taki mebel nietrzeźwy zafundowała – brak.
Dziecko moje nie ma na czym spać, więc pytam studenta napotkanego; czy posiada może legowisko dodatkowe. On mi na to odpowiada; że zdrowo jest spać na twardym podłożu i podświadomie chyba tego chciał. Przyniósł więc nam do pokoju swój własny, prywatny materacyk.. Chrystus SGH, który farbuje włosy na czarno. Jest uzależniony od słuchania muzyki; atrybut wieczny – słuchawki. Ocalił nas.
Dostaliśmy pokój mini-mini i pogodziłam się z tym po trzech dniach dopiero.
Trzy dni za późno.

Kasia

Uwagi: (1) »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.