„Wszystko tu było inne. Przede wszystkim każdy zauważył, że potrzebuje teraz mniej snu. Nikomu nie chciało się teraz ani spać, ani jeść, ani nawet rozmawiać, a kiedy rozmawiali, mówili przyciszonym głosem. Coś dziwnego działo się też ze światłem. Było go zbyt wiele. Wschodzące słońce wyglądało na dwa, może nawet na trzy razy większe niż zwykle. I każdego ranka białe ptaki śpiewające ludzkimi głosami w języku, którego nikt nie rozumiał, przelewały się łopoczącym strumieniem nad ich głowami…”
„I jeden po drugim napili się wszyscy. Przez długi czas nikt nic nie mówił. Czuli się tak dobrze i silnie, ze przerwie nie mogli tego znieść. A potem zauważyli jeszcze jeden skutek. Od czasu, gdy opuścili wyspę Ramandu, było wciąż za dużo światła, – słońce było za wielkie(chociaż nie było za gorące), morze zbyt jaskrawe, powietrze zbyt jaśniejące. Teraz owa nadzwyczajna jasność nie zmniejszyła się – jeżeli nie stała się jeszcze większa – ale to już im nie przeszkadzało. Mogli patrzeć prosto w słońce bez mrużenia oczu. Widzieli wiecej światła niż kiedykolwiek przedtem.”





